Duch Święty i ewangelizacja.
Każdy chrześcijanin zgodzi się z tym, że temat Ducha Świętego jest bardzo ważny. Nie mniej ważny jest również temat ewangelizacji. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę czasy, w których żyjemy, temat ten nabiera jeszcze większego znaczenia. Wierzę, że mamy szczególny przywilej, ale jednocześnie niesie on ze sobą szczególną odpowiedzialność, ponieważ żyjemy w czasach ostatecznych. Jesteśmy znacznie bliżej przyjścia naszego Pana Jezusa Chrystusa, niż nam się wydaje. I właśnie w tym czasie według proroctw, Duch Święty i ewangelizacja odegrają decydującą rolę.
W związku ze swoim powtórnym przyjściem Pan mówi o wojnach, wieściach wojennych i ostrzega: „Baczcie, abyście się nie trwożyli, bo musi się to stać, ale to jeszcze nie koniec. ” (Mat. 24:6). Potem On wymienia i inne oznaki i kończy słowami: „wiedzcie, że blisko jest, tuż u drzwi. ” (Mat. 24:33). A ponadto dodaje, że „będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec. ” (Mat. 24:14). To są końcowe oznaki przed Jego przyjściem.
Ale czasy ostateczne wiążą się także ze szczególnym wylaniem Ducha Świętego, o którym mówią proroctwa. Pan mówi przez proroka Joela, że w dniach ostatnich wyleje Ducha Świętego. W dniu Pięćdziesiątnicy przyszedł ten wczesny deszcz, a tuż przed przyjściem Chrystusa spadnie późny deszcz. Tak mówi o tym prorok Joel: „Bóg da wam bowiem deszcz wczesny i ześle wam deszcz jesienny i wiosenny, jak dawniej. ” (Joela 2:23). Wczesne deszcze w Palestynie padają jesienią i przygotowują glebę do nowego zasiewu, natomiast późne deszcze pojawiają się wiosną, tuż przed żniwami. Ten późny deszcz jest niezbędny, aby zboża osiągnęły pełną dojrzałość. A apostoł Jakub pisze: „Dlatego, bądźcie cierpliwi, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik cierpliwie oczekuje cennego owocu ziemi, aż spadnie wczesny i późniejszy deszcz. ” (Jak. 5:7). Późne deszcze charakteryzują się tym, że trwają bardzo krótko, ale jednocześnie są bardzo obfite. Późny deszcz pomaga uprawom osiągnąć ostateczny etap dojrzewania. I po tym późnym deszczu nadejdzie dzień Pański.
Pamiętamy proroka Daniela. Z Pism on zrozumiał, że zbliża się spełnienie proroctwa o Jerozolimie. Minęło 70 lat od zniszczenia tego świętego miasta. Co robi więc Daniel? Czy siedzi i czeka, aż przepowiednia się spełni. Nie, on się modli, błaga w poście i wyznaje grzechy swoje i grzechy swojego ludu. Daniel podejmuje niezbędne kroki, aby być gotowym uczestniczyć w odbudowie Jerozolimy.
Jak w takim razie my powinniśmy postąpić? Przecież śledząc wydarzenia światowe widzimy, że żyjemy w przededniu największego wydarzenia, jakim jest powtórne przyjście naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Jak powinniśmy przygotować się do tego wydarzenia? W końcu pozostało bardzo mało czasu na ewangelizację.
Zanim jednak odpowiemy sobie na to pytanie, przyjrzyjmy się najpierw, jakie miejsce w Bożym planie zajmuje ewangelizacja. Gdy otworzymy Biblię, to przekonamy się, że jest w niej mowa bezpośrednio lub pośrednio o ewangelizacji lub służbie misyjnej. Tak, ewangelizacja jest ważnym tematem Biblii, a równolegle z nią pojawia się drugi temat – to prawda o odkupieniu. Te dwa tematy są ze sobą ściśle powiązane. Jasne jest, że bez odkupienia ewangelizacja nie miałaby żadnego sensu.
Spójrzmy, jak te dwie prawdy przewijają się w Biblii. Bóg sam dokonał odkupienia ludzkości przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna Jezusa Chrystusa, a ewangelizację powierzył nam, swoim odkupionym dzieciom, dzieciom Bożym. Już na pierwszych stronach Biblii, w rozdziale 3 Księgi Rodzaju, jest mowa o odkupieniu. Gdy tylko Adam i Ewa zgrzeszyli, Bóg sam natychmiast podjął próbę odnalezienia i wybawienia tego, co zginęło. On nie posłał anioła Gabriela, ale sam stał się pierwszym mówiącym o odkupieniu. „Adamie, gdzie jesteś? ” - woła do niego. A to znaczy, że cała idea ewangelizacji i odkupienia nie zrodziła się u Boga wraz z początkiem naszej ery, wraz z pojawieniem się na ziemi Jego Syna Jezusa Chrystusa. Ona została poczęta w miłującym nas sercu Boga jeszcze przed wiekami, przed stworzeniem świata.
W tym trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, słyszymy głos Boga ogłaszający odkupienie. „I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę. ” (Ks.Rodz. 3:15). Nie sposób czytać Biblię i nie zauważyć, że idea ewangelizacji ma swoje korzenie głęboko w Starym Testamencie. Od Księgi Rodzaju do Księgi proroka Malachiasza, zgodnie z zamysłem Bożym, lud Izraela miał być ludem ewangelizującym, świadkami Boga wśród wszystkich narodów. Przez usta proroka Izajasza Bóg mówi do swego ludu: „Wy jesteście moimi świadkami – mówi Pan. ” (Iz. 45:10). Bóg oznajmił Abrahamowi, aby on i jego potomkowie byli błogosławieństwem dla wszystkich ludów żyjących na Ziemi. Niestety, Izrael był marnym misjonarzem. Lud ten nie zrozumiał zadania, jakie powierzył im Bóg. Wyraźnym przykładem tego jest prorok Jonasz. Zamiast udać się do Niniwy i ostrzec jej mieszkańców, że muszą się nawrócić, Jonasz ucieka w przeciwnym kierunku. I tylko przy pomocy wieloryba Bóg zmienił losy tego nieszczęsnego proroka.
Tak, byli też wierni świadkowie Boga, tacy jak Henoch, Noe, Abraham, Józef, Eliasz i inni. Pod koniec tego okresu spotykamy jeszcze jednego wiernego świadka Pana - proroka Daniela. On po uprowadzeniu do Babilonu trafia do pałacu pogańskiego króla Nabuchodonozora i śmiało składa mu świadectwo, co powoduje, że król nawraca się do Boga. Nie bez znaczenia jest fakt, że gdy król Nabuchodonozor spotkał Daniela, zauważył, że człowiek ten był pełen ducha Boga żywego.
Wartym zauważenia jest to, że gdy otworzymy Biblię po środku, to znajdziemy się na Psalmie 67. To nie przypadek, że ten Psalm znalazł się w samym środku Biblii. Jego treść stanowi jakby rdzeń Pisma Świętego, jest jednym z ważniejszych tematów Biblii. Zaczyna się on od słów: „Boże! zmiłuj się nad nami, a błogosław nam, rozświeć oblicze Twoje nad nami.” (Ps. 67:1). Bóg zmiłował się nad nami i dał nam zbawienie nie po to, abyśmy przywłaszczyli sobie to bogactwo chwały, ale po to, „aby poznano na ziemi Jego drogę, wśród wszystkich narodów Jego zbawienie. ” (Ps. 67:2). Po tych słowach Dawid kontynuuje, „aby poznali na ziemi drogę Twoją, a po wszystkich narodach zbawienie Twoje. Niech Cię wielbią ludy, Boże; niech Cię wielbią wszystkie narody. " (Ps. 67:3-4). Czyż to nie mówi nam o ewangelizacji? Tak, ten Psalm w samym środku Biblii wzywa do ewangelizacji. Jest to wezwanie dla każdego grzesznika, któremu przebaczono, aby niósł dobrą nowinę o zbawieniu wszystkim ludziom, po całej naszej grzesznej Ziemi.
I chociaż żyjemy w tym błogosławionym czasie, gdy tak wiele drzwi otwiera się przed nami, czyż nie jesteśmy zarażeni tym samym niszczycielskim wirusem, który posiadał starotestamentowy Jonasz, wirusem sekciarstwa, wirusem nacjonalizmu, wirusem nietolerancji? Czyż nie jesteśmy bardziej gorliwi w obronie naszych wyznań i nazw kościołów niż w zdobywaniu dusz dla Chrystusa? Niestety, są wierzący, którzy nazywają siebie ewangelicznymi wierzącymi, choć nie ewangelizują. A jeśli nie ewangelizujemy, przestajemy być wierzącymi, stajemy się po prostu religijnymi biurokratami.
Ewangelizacja świata musi być celem, głównym zajęciem w życiu i posłudze każdego dziecka Bożego. Nie trzeba dodawać, że ten, kto nie doświadczył Bożego miłosierdzia, nie jest w stanie przekazać go innym. Dlatego zastanówmy się, może nie jesteśmy takimi, jakimi powinniśmy być. A jeśli kwestia pojednania z Bogiem jest już rozstrzygnięta, to powinniśmy zadać sobie drugie pytanie: jakie jest moje odniesienie do Ducha Świętego? Bez pomocy Ducha Świętego, bez naszego całkowitego poddania się Mu i bez Jego mocy, nigdy nie będziemy w stanie wypełnić polecenia naszego Pana: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię. ” Ewangelizacja musi być w pełnym tego słowa znaczeniu, zjawiskiem nadprzyrodzonym. Nie wystarczy po prostu przekazać słowa o Chrystusie; musi jej towarzyszyć moc i autorytet, nie ludzki, lecz Boży. Jak pisze apostoł Paweł do kościoła w Koryncie: „mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. ” (1Kor. 2:4-5). A do Tesaloniczan Paweł mógł powiedzieć: „ewangelia zwiastowana wam przez nas, doszła was nie tylko w Słowie, lecz także w mocy i w Duchu Świętym, i z wielką siłą przekonania. ” (1Tes. 1:5). Jeśli nasze przemyślane i przygotowane mowy nie są wygłaszane w mocy Ducha Świętego, są niczym więcej, jak tylko pustymi słowami. Poprzez nasze słowa ludzie muszą odczuć obecność żywego, zmartwychwstałego Chrystusa. Dlatego bez mocy Ducha Świętego będziemy marnymi mówcami albo po prostu tylko artystami.
Czyż nie jesteśmy podobni do tych wierzących w Efezie, gdy apostoł Paweł po raz pierwszy przybył do nich? On natychmiast zauważył ich niedostatek. Oni nawet nie słyszeli, że istnieje Duch Święty, ale o nas nie można tego powiedzieć. Wszyscy słyszeliśmy o Duchu Świętym i nawet mamy o Nim pewne pojęcie. Jaki jest więc nasz problem? Po prostu Go zaniedbujemy. Tak, boimy się Go. Są wierzący, którzy boją się Ducha Świętego bardziej niż grzechu. Nam wydaje się, że jeśli całkowicie poddamy się Duchowi Świętemu, to On z pewnością sprawi, że znajdziemy się w niezręcznej sytuacji. Pamiętamy, co powiedział Obadiasz, gdy spotkał Eliasza: „gdy odejdę od ciebie, Duch Pana zaniesie cię, nie wiem dokąd. ” (1Król. 18:12). Takie jest nasze pojmowanie, które my i wielu bogobojnych ludzi ma na temat Ducha Świętego. Wierzą, że Duch Święty ich zawiedzie lub w jakiś sposób ośmieszy. Drodzy przyjaciele, zawierzmy Jemu, Duchowi Świętemu?
Powodem naszych niepowodzeń w ewangelizacji jest to, że zaniedbujemy Ducha Świętego. Gdy Pan powiedział: „Idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu”, tak naprawdę powiedział nam, abyśmy czynili coś niemożliwego. Kto z nas jest do tego zdolny? Zwróćmy należytą uwagę na pierwsze słowa Chrystusa w wersecie 8, rozdziału 1 Dziejów Apostolskich? Co tam jest powiedziane? Z reguły podkreślamy słowa „będziecie mi świadkami”, ale na początku jest powiedziane „ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was. ” I wtedy, tylko wtedy, będziecie mogli być moimi świadkami. Duch Święty i ewangelizacja są nierozłączne, ale w kwestii ewangelizacji myśleliśmy, że jakoś damy sobie radę sami. Tak, opanowaliśmy pewne metody i opracowaliśmy własny system posługi. Ale jakie rezultaty przynoszą nasze działania? Przecież bez pomocy Ducha Świętego i bez Jego mocy nigdy nie będziemy w stanie wypełnić przykazań Pana i głosić Ewangelii w taki sposób, aby ludzie prawdziwie nawrócili się i poznali żywego, zmartwychwstałego Chrystusa. Świat nie potrzebuje naszych metod, ani systemów, które rozwinęliśmy, ale nadprzyrodzonego chrześcijaństwa.
Nadprzyrodzona ewangelizacja rozpoczęła się w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy 120 uczniów Chrystusa zostało ochrzczonych Duchem Świętym i ogniem. Wtedy oni otrzymali moc, o której mówił Chrystus, bez której nie mogliby wypełniać Jego przykazań. Jak wyraźnie powiedział im to Chrystus: „Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości. ” (Łuk. 24:49). Po swoim zmartwychwstaniu, czterdzieści dni przed swoim wniebowstąpieniem, Chrystus otworzył ich umysły, aby zrozumieli Pismo Święte. Ale to nie wystarczyło. Jezus powiedział: „Ja zsyłam na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości. ” Do kogo On skierował te słowa? Do Swoich uczniów, Swoich odkupionych dzieci. Obietnica ta spełniła się w dniu Pięćdziesiątnicy. Czy Chrystus powiedział im: gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Ducha synostwa. Nie, powiedział: „otrzymacie moc”, aby być Moimi świadkami, Jego głosicielami. Nie jest powiedziane, że w dniu Pięćdziesiątnicy oni stali się dziećmi Bożymi. Oni już byli Jego dziećmi. Ale w tym dniu, gdy zstąpił Duch Święty, uczniowie zostali przyobleczeni Jego mocą. Obdarzeni zostali nadprzyrodzoną mocą. A bez tej mocy Ducha Świętego ewangelizacja jest niemożliwa. Tak, Duch Święty jest Duchem ewangelizacji, duchem pracy misyjnej.
Co stało się, gdy uczniowie zostali napełnieni Duchem Świętym? Powiedziane jest, że „zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. ” (Dzieje 2:4). Było to fenomenalne, nadprzyrodzone wydarzenie, które nigdy więcej nie powtórzyło się w dokładnie takiej samej formie. Osobliwością tego zjawiska w dniu Pięćdziesiątnicy było to, że napełnieni Duchem Świętym mówili znanymi wówczas językami. I to nie jest bez znaczenia. Otóż, Duch Święty jest Duchem ewangelizacji i poprzez ten fenomenalny przejaw chciał wskazać powód, dla którego 120 uczniów zostało ochrzczonych Duchem Świętym i dlaczego On przyoblekł ich mocą. Ci Galilejczycy mówili językami Azji, Europy i Afryki. Tak więc w tym przypadku jest jasne, dlaczego apostołowie zaczęli mówić w znanych i zrozumiałych wówczas językach. Obdarzywszy ich tą umiejętnością, Duch Święty zdaje się mówić: otrzymaliście tę moc, aby iść na cały świat, do wszystkich krajów i na wszystkie kontynenty, by świadczyć o Chrystusie wszystkim mieszkańcom Ziemi, a nie tylko Żydom. Bez napełnienia Duchem nie jesteśmy w stanie podołać zadaniu, które stoi przed nami. Bez Ducha Świętego ewangelizacja jest nie do pomyślenia. A ewangelizacja polega na tym, że jest to wezwanie, aby przyjść do Jezusa Chrystusa i to wezwanie jest skierowane do wszystkich, którzy jeszcze nie przyjęli Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela. Chciałbym, aby każdy wiedział, że Jezus Chrystus przyszedł na ten świat, aby nas odkupić, zbawić i dać nam życie wieczne.
A więc przyjacielu, jeżeli jeszcze nie przyjąłeś tego daru Bożej miłości, uczyń to teraz. Wyznaj Mu swój grzech, a On Ci przebaczy i uczyni Cię jednym ze Swoich odkupionych dzieci Bożych. Niech Pan Ci w tym dopomoże. Amen.