RSS

Przebudzenie.


Nie mam wątpliwości, że przebudzenie jest możliwe i że Pan da je nam, ale obawiam się, że powodem dlaczego go nie mamy teraz, jest to, że nasze „naczynia są nieoczyszczone. ” Nasza nieprawość powoduje, że oblicze Boże zakryte jest przed nami. Pokładamy nadzieję w naszych zdolnościach, naszych siłach, szukamy pomocy nawet u wrogów Bożych, a wszystko to doprowadziło nas do ślepego zaułku. Najważniejszego, czego nie szukamy, to oczyszczenia i przebaczenia naszych grzechów. Musimy zrozumieć i zdać sobie sprawę z tego, że tak długo, jak nie wyznamy naszych grzechów, Bóg nie może nam pomóc, a niebiosa pozostaną zamknięte nad nami.                                                                                   Jeśliby lud Boży zjednoczył się w wyznaniu swoich grzechów, wezwał do Boga z całego serca w szczerej modlitwie, to Bóg przyszedłby z pomocą, otworzył niebiosa i wylał na nas Swoje błogosławieństwo. Dopóki skrywamy swój grzech i nie chcemy ukorzyć się przed Nim, to Bóg nie może nam pomóc.

W Biblii mówi się o wylaniu późnego deszczu, o obiecanym, świeżym chrzcie Duchem Świętym, włącznie z większym i potężniejszym szumem z nieba. Kiedy to nastąpi, Duch Święty odnowi to, co jest cudowne: „Dozwól sługom twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo twoje, gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby się działy znaki i cuda przez imię świętego Syna twego, Jezusa.” (Dzieje 4:29-30).

Są dwa słowa, których wielu chrześcijan już więcej nie wypowiada: znaki i cuda. Dla całej generacji wierzących te słowa przypominają wiele nadużyć w tym zakresie w kościele. W czasie, kiedy wielu szukało prawdziwych dzieł Bożych, „ze znakami im towarzyszącymi”, szarlatani wykonywali fałszywe „święte dzieła”. Tak zwani uzdrawiający ewangeliści zrobili z tego cyrk – ofiarując „uzdrowienie” za pieniądze. Teraz, kiedy wielu z nas słyszy te dwa słowa, pojawia się w nas nieprzyjemne uczucie: strach przed fanatyzmem, zakłopotanie z powodu szyderstw, bolesne doświadczenia jakiegoś brata lub siostry, których wiara legła w gruzach z powodu tych wszystkich podróbek.

Tragiczne jest to, że wielu w Kościele Chrystusa już nie oczekuje, że Bóg kiedykolwiek uczyni jakiś cud. Diabeł też zna Pismo Święte i wie, że to, co przepowiedziane jest prawdziwe, inspirowane przez Ducha przebudzenie z uzdrawianiem. Dlatego też on już teraz promuje swoje własne, niemoralne zgromadzenia „uzdrowieńcze”. Na takich zgromadzeniach w centrum nie jest Chrystus, a raczej wywyższa się anioły lub kogoś z ludzi.

To co będzie miało miejsce w czasie wylania Ducha Świętego w dniach ostatecznych, to będzie radość w Duchu Świętym. Kiedy świat siedzi w mroku, świadectwem ludu Bożego będzie czysta radość. Podczas, gdy fundamenty społeczeństwa się rozpadają, naśladowcy Jezusa będą wielbić Boga, oferując pomoc i nadzieję dla tych, którzy będą w największej potrzebie.

Istnieją trzy ważne proroctwa dotyczące wylania Ducha Świętego w czasach ostatnich. Dwa z nich są związane z przebudzeniem, a jedno z osądem.
A w domu Dawida i na mieszkańcach Jerozolimy wyleję ducha łaski i czułości, i będą patrzeć na Niego, którego przebili ... (Zach. 12:10). W tym zdumiewającym starotestamentowym proroctwie, Ten, który mówi, że wyleje Ducha, mówi, że będą Go szukać. Ten, kto wylewa Ducha, jest tym, który został przebity. To proroctwo dotyczy ducha objawienia, które sprawi, że lud Izraela zrozumie, że ten, który został przebity (ukrzyżowany), jest rzeczywiście Bożym Zbawicielem, Mesjaszem - Jeszuą.
Drugie proroctwo jest jak pierwsze, ale bardziej globalne.
I będzie w dniach ostatecznych, mówi Bóg, że wyleję Mojego Ducha na wszelkie ciało ... w te dni wyleję Mojego Ducha ... (Dzieje 2:17-18).

Piotr, cytując proroka Joela, który mówi o chrzcie Duchem Świętym i ogniu w dniu Pięćdziesiątnicy, prawdopodobnie wskazuje, że w dniach ostatecznych nastąpi to samo wylanie Ducha Świętego, ale o wiele szersze.
Wylanie Ducha Świętego w Jerozolimie, opisane przez Zachariasza, jest częścią obietnicy, że „cały Izrael zostanie zbawiony ...” (Rzymian 11:26). Przyjęcie tego objawienia o Jeszua przez lud Izraela doprowadzi do zbawienia ludu. Przebudzenie w Izraelu wiąże się ze światowym przebudzeniem. Fragment wersetu „Mogę wylać mojego Ducha na wszelkie ciało ...” odpowiada fragmentowi z innego wersetu: „Wyleję ducha na dom Dawida i na mieszkańców Jerozolimy ...”

Pod koniec czasów ostatecznych siedmiu aniołów otrzymało polecenie wylania siedmiu złotych czasz kary od Boga idź i wylej siedem czasz gniewu Bożego na ziemię. (Obj. 16:1)
Te czary gniewu rzeczywiście świadczą o łasce Bożej i są ostatnim ostrzeżeniem przed potępieniem w jeziorze ognistym. Czary gniewu – to ostatnia próba ocalenia tych, którzy zostaną posłani na wieczną mękę.
Ten sam Duch Święty wzmacnia świętych, prowadzi grzeszników do pokuty i osądza niegodziwców. Katastrofa i przebudzenie występują jednocześnie. A Boże miłosierdzie i świętość są jawnie objawione światu.

Drodzy bracia i siostry, prośmy więc w swoich modlitwach Boga o to wylanie Ducha Świętego w naszych czasach. Amen.

Czy myślisz po ludzku, czy po Bożemu.


Zasadniczo mamy dwie kategorie ludzi: ci, którzy kierują się tym, co widzialne i namacalne, oraz ci, którzy kierują się tym, co niewidzialne. Pierwsi myślą cieleśnie, drudzy duchowo. Jedni myślą o tym, co ludzkie, drudzy o tym, co Boże. Te dwa sposoby myślenia są ze sobą całkowicie sprzeczne, nie mogą współistnieć. Innymi słowy, myślenie po ludzku jest całkowicie niezgodne z myśleniem Bożym. I choć może wydawać się to dziwne i paradoksalne, nawet dzieci Boże mogą myśleć cieleśnie. Nie mówię tu o myślach pożądliwych czy ewidentnie złych myślach; nie, na przykład, można na przykład udzielić pozornie dobrej rady duchowej, która jednocześnie może okazać się zupełnie nie duchowa.

Jako podstawę dzisiejszego rozważania wezmę wersety z 7 rozdziału Ewangelii Jana. W wersecie 2 tego rozdziału mówi się o tym, że zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Było to jedno z trzech najważniejszych i najbardziej znaczących świąt żydowskich, podczas którego tłumy gromadziły się w stolicy, Jerozolimie. Zakon wymagał, aby wszyscy Żydzi płci męskiej powyżej dwunastego roku życia byli obecni na tym święcie. I tak, w przeddzień tego święta Namiotu, bracia Jezusa powiedzieli do Niego: „Odejdź stąd i idź do Judei, żeby twoi uczniowie widzieli dzieła, których dokonujesz. Nikt bowiem nic w skrytości nie czyni, jeśli chce być znany. Skoro takie rzeczy czynisz, daj się poznać światu. ” (Jana 7:3-4). Wydawało się, że jest to dobra, życzliwa rada. Zupełnie naturalnym było, że bracia Chrystusa udzielali Mu takiej rady. Życzyli Mu powodzenia i dlatego namawiali Go, aby wykorzystał tę sprzyjającą okazję. Wielkie święto, licznie zgromadzeni ludzie, idealne warunki, aby pokazał się im. Tak, kierowało nimi pragnienie by On odniósł sukces. Mówili: masz jeszcze wielu naśladowców; uważaj, żebyś ich nie utracił. Czy nie widzisz, że wielu z Galilei już odstąpiło od Ciebie. Fakt ten nie umknął uwadze braci i radzą Chrystusowi, aby działał, i to natychmiast. Okoliczności były idealne, czas uciekał, działaj teraz, bo taka chwila może się już nigdy nie powtórzyć. Ta rada nie była zła, można by nawet powiedzieć, że rozsądna, a przynajmniej życzliwa.

Przypomnijmy sobie, że Chrystus rozpoczynając swoją posługę, szybko stał się popularny, a w ciągu tych trzech lat posługi Jego popularność wzrosła. Miał wielu uczniów, ale ostatnio coś było nie tak. On już nie cieszył się tą sławą, którą miał wcześniej. Stało się to szczególnie widoczne w Galilei, więc Jego bracia radzą Mu, aby opuścił Galileę i natychmiast udał się do Judei, aby tam nie utracić Swoich uczniów. Pójdź tam jak najszybciej i dokonaj jakiś cud - mówią Mu. Niech ludzie zobaczą, że masz tę samą moc, którą miałeś na początku. W końcu musisz być znany i popularny, aby kontynuować swoje dobroczynne działanie. Innymi słowy, pokaż się światu.

Czy naprawdę można powiedzieć, że to była dobra rada? Oczywiście bracia Jezusa chcieli, aby Jego posługa wśród ludzi przyniosła sukces. Nie kierowali się złymi pragnieniami, dlatego radzili Mu w ten sposób. Ale niestety, ta rada, by działać zgodnie z wymogami chwili, była ludzka, a nie Boża.

Ale ktoś powie: czy to źle, czy mądrość tego nie podpowiada? Jak inaczej należało postąpić w tym przypadku? Otóż cały problem z tą radą polegał na tym, że ci dobrze życzący bracia Chrystusa nie uwzględnili Boga, udzielając swoich rad. To był plan ich serc, a nie rada Boża.

W 23 rozdziale w Księdze proroka Jeremiasza mówi się właśnie o tych dwóch kategoriach ludzi, o których wspomniałem na początku. Są to członkowie dwóch różnych rad. Jedni są członkami rady Bożej, a drudzy rady ich własnego serca. Zauważmy, jak prorok charakteryzuje tych, którzy należą do rady Boga. To ci, którzy widzą i słyszą Jego Słowo. Zważają na to, co On mówi, nie radzą się swoich grzesznego, zepsutego serca, ale ich doradcą jest Pan. O jak niebezpieczne jest radzić się własnego serca. Słowo Boże mówi: „Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci. ” (Ks.Przysł. 14:12). Tak, człowiekowi wydaje się, że jego drogi są słuszne w jego własnych oczach, ale niestety, prowadzą one do zguby. Powiedzcie mi, jak ludzkie serce, które, jak mówi Słowo Boże „podstępne jest, bardziej niż wszystko inne, i zepsute”, może wybrać właściwą drogę? (Jer. 17:9). To niemożliwe. Apostoł Paweł wyraźnie stwierdza: „zamysł ciała, to śmierć” i „zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może. ” (Rzym. 8:7). Zauważmy, że myśli cielesne, czyli ludzkie, nie tylko nie podporządkowują się Słowu Bożemu, ale wręcz nie są w stanie mu się podporządkować.

A jak znaleźć nam tę właściwą drogę? Jak zatem zharmonizować swój sposób myślenia z Bożym. W pierwszej kolejności człowiek musi narodzić się na nowo. On musi narodzić się z Ducha, wtedy może mieć duchowe myślenie, które jest życiem i pokojem, jak mówi Słowo Boże. To pierwsza rzecz. Tak, narodzenie na nowo czyni człowieka zdolnym do tego, ale ten nowy stan nie gwarantuje tego, że ten odrodzony człowiek zawsze będzie myśleć i postępować zgodnie z Duchem. O braciach Chrystusa powiedziane jest, że ​​oni w Niego nie wierzyli. Co prawda, po zmartwychwstaniu uwierzyli, ale w tamtym czasie nie byli jeszcze dziećmi Bożymi. Dlatego nie mogli myśleć zgodnie z wolą Bożą. Niestety, będąc dzieckiem Bożym, można również myśleć cieleśnie. Wielu ludzi myśli w ten sposób. Oni kierują się własnymi myślami, nie ufają Panu całym sercem, lecz polegają na własnym rozumie. Nie na wszystkich swoich drogach poznają Pana, ale sami wyznaczają sobie ścieżki, kierują się tym, co wydaje im się korzystne w danej sytuacji. Zamiast szukać rady u Boga, analizują, czy ona odpowiada rzeczywistości, czy jest właściwa, czy jest na czasie.

Przypomnijmy sobie Piotra. On otrzymał cudowne objawienie z góry, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego. I następnie on świadczy o tym objawieniu danym mu z góry. Chrystus pochwala to świadectwo i mówi: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. ” (Mat. 16:17). Piotra ocieniła łaska Boża, on już nie jest Szymonem, lecz Piotrem, jest nowym człowiekiem i teraz spójrzmy, do czego zdolny jest ten nowy człowiek. Gdy Chrystus zaczął mówić o swoim cierpieniu, o swojej śmierci, o tym, że musi podążać tą drogą (nawiasem mówiąc, stało się to zaraz po tym objawieniu i wyznaniu Piotra), jak teraz reaguje ten nowy Piotr. On mówi: „Miej litość nad sobą, Panie! ” (Mat. 16:22). Chrystus mówi: „muszę”, a Piotr mówi: „miej litość nad sobą. ” Oto ten nowy, duchowy człowiek jest zdolny do myślenia zarówno duchowego, jak i cielesnego.

Weźmy inny przykład. Matka Jezusa, Maria. Pamiętamy wydarzenie w Kanie Galilejskiej. Zdarzyło się podczas wesela, że zabrakło wina. Wtedy matka Jezusa rzekła do Niego: „Wina nie mają. ” Zauważmy, że nie była to prośba zwykłej kobiety, lecz matki naszego Pana Jezusa Chrystusa, do której anioł Pański 30 lat wcześniej powiedział: „Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. ” (Łuk.1:30). Anioł nazwał ją błogosławioną: „Witaj, obdarowana łaską, Pan z tobą; błogosławionaś ty między niewiastami. ” (Łuk. 1:28). I co dziwne, ponad 30 lat później, do tej kobiety, która w Kanie Galilejskiej wyraziła prostą, naturalną w tych okolicznościach prośbę: „nie mają wina”, Jezus rzekł: „Czego chcesz ode mnie, niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja. ” (Jana 2:4).

Jak mamy rozumieć te słowa? Jedno jest jasne, Chrystus zwraca się do swojej matki szorstko: „Czego chcesz ode mnie, niewiasto? ” Następnie dodaje słowa: „Jeszcze nie nadeszła godzina moja. ” Z tego możemy wywnioskować, że choć jej prośba była prosta i naturalna, była niestosowna. Ona prosiła Syna o coś przedwcześnie. Dla niej ta chwila wydawała się stosowna i odpowiednia, ale dla Chrystusa nie. Chrystus najwyraźniej jej odmawia, ale wiemy, że On dokonał cudu i przemienił wodę w wino. On jej czyni zarzut, tym nie mniej czyni to, o co prosiła. Otóż, Maryja martwiła się nie tyle brakiem wina, ale czymś innym. Przede wszystkim pragnęła, aby Chrystus objawił się, aby został rozpoznany jako Mesjasz i Zbawiciel świata. Przez wszystkie te lata ona ukrywała tę tajemnicę w sercu, a teraz wydało jej się, że nadszedł odpowiedni moment, by dokonał cud. Jest tu wielu ludzi, a twoja sława będzie znana na całym świecie. Nie ma potrzeby dłużej ukrywać swojej tożsamości. Wiem, anioł wyjawił mi tę tajemnicę, jeszcze przed moim poczęciem z Ducha Świętego. Teraz objaw się całemu światu. Chrystus mówi do niej: „Czego chcesz ode mnie, niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja. ”

Drodzy przyjaciele, jak konieczne jest poddanie naszych myśli Chrystusowi! Musimy je poddać Duchowi Świętemu, tylko wtedy nasze myśli będą miłe Bogu.

Ale ktoś powie: to zbyt ostre słowa. Lecz Bóg nie oszczędza naszej starej natury. Ona jest całkowicie zepsuta, jej nie da się naprawić. Dla niej istnieje tylko jedno postanowienie - krzyż, czyli śmierć. Tylko wtedy, gdy przekażemy nasze myśli, pragnienia, plany, przyszłość, wszystko krzyżowi, tylko wtedy nastąpi odrodzenie. Aby narodzić się z Chrystusem, musimy poddać się krzyżowi, a krzyż jest tym narzędziem śmierci. Słowo Boże mówi: „Nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. ” (Rzym. 12:2).

Maria właśnie to uczyniła. Przyjęła słowa Jezusa. Ona poddała się krzyżowi, temu narzędziu śmierci, poddała swoje myśli, plany i marzenia i otrzymała to, o co prosiła. Złożyła swoje pragnienie na ołtarzu, co widzimy z jej słów skierowanych do sług uczty weselnej. Mówi im te znamienne słowa: „Co wam powie, czyńcie! ”

Drodzy przyjaciele, nigdy nie pożałujemy, jeśli zawierzymy naszą drogę Panu. „Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje - mówi Pan, lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze. ” (Iz. 55:8-9).

A Tobie mój przyjacielu, który jeszcze nie zakosztowałeś, jak dobry jest nasz Pan, któremu jeszcze nie wyznałeś swoich grzechów, rozważ to. W zamian za Twoje grzeszne serce, On ofiaruje Ci nowe, czyste serce, omyte Jego drogocenną krwią. Wtedy będziesz mógł powiedzieć: Pan dał mi wszystko nowe, nowe serce i nowe życie. Przyjdź teraz do Jezusa Chrystusa, a otrzymasz to wszystko darmo. Amen.

Łaska Boża w życiu Marka.


Poznając Biblią zauważymy, że zawiera ona wiele biograficznych opisów. Co więcej, są to biografie bardzo różnych ludzi. Niektóre z tych biblijnych biografii są dość szczegółowe, ale zdarzają się też takie, które składają się nie więcej niż dwóch, trzech zdań. Mimo że te biografie są krótkie, jeśli przeczytamy je uważnie, możemy z nich wydobyć wiele przydatnych informacji. Oczywiście, nie przypadkowo znalazły się one na kartach Pisma Świętego. Jak cała Biblia, tak i te szkice biograficzne są natchnione przez Boga i dlatego, jak sama Biblia mówi: „pożyteczne są do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany. ” (2Tym. 3:16-17). Tak więc przykłady z życia tych ludzi mogą być dla nas wielką zachętą, a jednocześnie przestrogą.

Dzisiaj analizując Dzieje Apostolskie, chciałbym przedstawić młodego mężczyznę, którego biografia może dać nam wiele do myślenia. Spotykamy go już w rozdziale 12 Dziejów Apostolskich, a w rozdziale 13 jest wspomniany dwukrotnie. W całym Nowym Testamencie jego imię wymienione jest tylko dziewięć razy. Mam na myśli Jana, zwanego Markiem, który był siostrzeńcem Barnaby. W Dziejach Apostolskich jego imię wymienione jest sześć razy: dwa razy w rozdziale 12, dwa razy w rozdziale 13 i dwa razy w rozdziale 15. Z wersetu 12 rozdziału 12 dowiadujemy się, że jego matka miała na imię Maria i że w jej domu wierni zbierali się na modlitwę. Nie wiemy nic o jego ojcu. Możliwe, że Maria, matka Marka, była wdową. Możemy również przypuszczać, że byli oni dość zamożnymi ludźmi, ponieważ posiadali dość duży dom, w którym wierni mogli swobodnie gromadzić się na modlitwę. Drugi raz w rozdziale 12 jest powiedziane, że gdy Barnaba i Paweł powracali z Jerozolimy do Antiochii, zabrali ze sobą Jana, zwanego Markiem. W rozdziale 13, kiedy Barnaba i Paweł wyruszyli w swoją pierwszą podróż misyjną, czytamy, że towarzyszył im w posłudze Jan. Nieco dalej, w tym samym rozdziale 13, w wersecie 13, czytamy, że po przybyciu do Perge w Pamfilii Jan odłączył się od nich i powrócił do Jerozolimy. Później, gdy apostoł Paweł zaproponował Barnabie ponowne odwiedzenie miejsc, w których głosili Słowo, Barnaba chciał zabrać ze sobą Jana Marka. Paweł jednak się nie zgodził na to i w rezultacie Barnaba zabrał ze sobą Marka i poszedł w jedną stronę, a Paweł wziął drugiego współpracownika, Sylasa, i poszedł z nim w drugą stronę. W tak smutnym tonie, jak się wydaje, kończy się historia Jana, zwanego Markiem. Ale tak nie jest. My jeszcze usłyszymy o nim. Tak, historia Marka jest bardzo pouczająca i może służyć nam jako dobra nauka.

Pomyślmy tylko, jaką cudowną, jaką wspaniałą okazję miał ten młody człowiek, gdy Barnaba i Paweł zaprosili go, by przyłączył się do nich w ich służbie duchowej. Niewątpliwie była to inicjatywa Barnaby, ponieważ był wujem młodego Marka. Paweł nie sprzeciwiał się temu. Wyobrażam sobie, z jakim entuzjazmem Marek przyjął to zaproszenie. I tak, wraz z tymi filarami wiary, Marek opuszcza Antiochię i wyrusza w swoją pierwszą podróż misyjną. Ich podróż rozpoczęła się z Antiochii. Oni udali się do Seleucji, stamtąd zaś odpłynęli na Cypr. Jak wiemy, Barnaba, wujek Marka, był Cypryjczykiem i być może Marek znał tę wyspę. Miło więc było odwiedzić znane miejsca po długiej nieobecności. „A gdy przybyli do Salaminy, zwiastowali Słowo Boże w synagogach żydowskich, mieli też z sobą i Jana jako pomocnika. ” (Dzieje 13:5). Nic jednak nie wspomina się o widocznych rezultatach ich posługi. Salamina to miasto portowe na Cyprze. Dopiero gdy przemierzyli wyspę i dotarli do Pafos, Pan obdarzył ich widocznymi owocami posługi. Prokonsul wyspy, Siergiej Paweł, uwierzył, będąc pod wrażeniem nauki Pańskiej.

Tak, można powiedzieć, że do tego momentu wszystko układało się dobrze młodemu pomocnikowi. Ale w wersecie 13 tego 13 rozdziału czytamy takie słowa: „A Paweł i jego towarzysze, odpłynąwszy z Pafos, przybyli do Perge w Pamfilii; Jan zaś, odłączywszy się od nich, wrócił do Jerozolimy. ” Co się wydarzyło? Dlaczego Marek nagle opuszcza wuja Barnabę i apostoła Pawła i wraca do domu, do Jerozolimy? Do tej pory Marek cieszył się z tej posługi. Jakże interesujące było zwiedzanie nowych miejsc, poznawanie nowych ludzi, a wszystkie te wrażenia wiązały się z dziełem Bożym, z rozszerzaniem się Królestwa Bożego. Ale gdy poszli dalej, do miejsc zamieszkanych przez pogan, takich jak Perge i Pamfilia, coś w nim wzburzyło się i zaprotestowało. A co dokładnie, nie możemy powiedzieć. Być może to był strach, niepewność, zupełnie obce miejsca. Na Cyprze większość miejscowej ludności stanowili Żydzi. On rozumiał tych ludzi, mógł znaleźć z nimi wspólny język. Rozumiał ich styl życia. Ale ludzie którzy żyją w Pamfilii, to poganie? W takich momentach człowieka zaczyna ogarniać tęsknota za rodzinnymi stronami, za domem. W domu jest przytulnie. Są wszystkie wygody dużego miasta, wielu przyjaciół. Wracam wiec do domu, do Jerozolimy, tak postanowił. Takie myśli i uczucia mogły pojawić się w nocy, gdy nie mógł spać. A w mroku i samotności jest tak ciemno, strasznie, wszystko wydaje się beznadziejne. Przed wschodem słońca młody Jan Marek podejmuje decyzję o powrocie do domu.

Barnaba i Paweł szykują się do dalszej drogi. A Marek pożegnawszy się z nimi, wraca do Jerozolimy do domu swojej mamy. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej z takim entuzjazmem przyjął możliwość wzięcia udziału w tej duchowej posłudze i współpracy z Barnabą i Pawłem. Przewidując radość płynącą z takiej posługi, Marek nie brał niczego innego pod uwagę. Pożegnał się z mamą i przyjaciółmi i podjął heroiczne dzieło zbawiania ludzkich dusz. I nagle wszystko to zostało zapomniane, a młody pracownik Boży śpieszy do domu, nie oglądając się za siebie.

Zanim jednak osądzimy Marka zbyt surowo, zadajmy sobie pytanie: czy nie przydarzyło się z nami coś podobnego? Być może jesteśmy teraz w dokładnie takiej sytuacji. Być może u nas nie było aż tak wyraźnego odwrotu, ale w naszych sercach już rozpoczęło się odstępstwo. Ludzie jeszcze nie dostrzegają, że pierwszej miłości do naszego Pana nie ma już w naszym sercu. W sercu jednak nastąpiło już odstępstwo od Pana, choć na zewnątrz nie widać żadnych zmian. Drodzy przyjaciele, jak możemy wyjść z tej trudnej sytuacji? Jest tylko jedno wyjście – upamiętać się.

W kościele w Efezie, który słynął z pracy, cierpliwości, dyscypliny i z tego, że wiele wycierpiał za wiarę, Chrystus odkrył jeden brak - kościół ten porzucił swoją pierwszą miłość. I co mówi mu Zbawiciel? Pamiętaj, mówi Pan Jezus Chrystus: „Wspomnij, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej. ” (Obj. 2:5).

Nie sądzę, żeby Marek, wracając do domu do Jerozolimy, zastał swoje rodzinne strony takie, jakie sobie wyobrażał, decydując się opuścić Pamfilię. On myślał, że gdy wróci do domu, będzie szczęśliwy. Teraz jest już w domu. Tak, jakby ten sam pokój, ci sami przyjaciele, znajome miejsca, to jego rodzinne miasto, spotyka te same twarze, wszystko jest jak dawniej. Ale coś jest nie tak. Z jakiegoś powodu wszystko nie jest tak, jak on sobie wyobrażał tamtej nocy w Perge, w Pamfilii, gdy nie mógł spać i postanowił wrócić do domu. Nie ma wyimaginowanego blasku, nie ma wzniosłych uczuć, nie ma atrakcyjności. Jak to wytłumaczyć? I nagle czuje, jakby w jego sercu była żywa rana, i to doprowadza go niemal do paniki. Co ja uczyniłem? Porzuciłem miejsce posługi, które Pan w swojej miłości i miłosierdziu powierzył mi. Jakże nie doceniłem Jego daru. Zaniedbałem tak wielki zaszczyt, jaki mi został dany, by służyć Królowi Królów i Panu Panów. Boże mój, cóżem uczynił? Czy zostałem teraz odrzucony? Czy Pan może dać mi jeszcze szansę, którą odrzuciłem? Wspomnij, mówi Pan, skąd, to znaczy, z jakiej wyżyny spadłeś. To pierwszy krok do odkupienia, ale to nie wystarczy. Następny krok musi zostać podjęty - to upamiętanie się.

Nie możemy powiedzieć, jak szybko Marek upamiętał się po opuszczeniu Barnaby i Pawła, ale wiemy, że około dwa lata po swoim odstępstwie, gdy Paweł ponownie zaprosił Barnabę do odwiedzenia braci, on kategorycznie odmówił zabrania ze sobą Marka. Możliwe, że taka decyzja Pawła doprowadziła Marka do pokuty. Tak, z powodu Marka, ci dwaj pracownicy Boży, którzy trudzili się razem przez 6 lat, rozstali się. Paweł uważał Marka za niegodnego tej posługi i nie chciał go ze sobą zabierać pod żadnym pozorem. Barnaba zaś uważał, że nie można pozostawić Marka własnemu losowi. Kto miał rację? Obaj mieli rację. Marek potrzebował dyscypliny zastosowanej przez Pawła, a jednocześnie zaufania wuja Barnaby, który wierzył, że młody Marek może jeszcze zostać dobrym i wiernym sługą w Panu.

Można powiedzieć, że pozbawienie możliwości trudzenia się dla Pana jest karą za odstępstwo, za zaniedbanie pracy. Jednocześnie możemy powiedzieć, że nagrodą za wierność w pracy dla Pana, jest jeszcze większa odpowiedzialność za darowaną pracę. Tak Marek został ukarany za odmowę, został pozbawiony możliwości służenia Panu.

Pamiętamy przypowieść o talentach? Co uczynił pan ze sługą, który ukrył swój talent i zakopał go w ziemi? Rozkazał zabrać temu, który zakopał ten talent i oddać temu, który miał 10 talentów. A potem Chrystus wypowiedział te znamienne słowa: „Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i będzie miał w obfitości. Temu zaś, kto nie ma, zostanie zabrane nawet to, co ma. ” (Mat. 25:29).

Jak rozumieć te słowa? „Temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma. ” Ten, kto nie wykorzysta danego mu przywileju pracy, ten w istocie nie posiada go i w rezultacie zostanie mu on całkowicie odebrany. Nagrodą za wierność w służbie dla Pana jest wzrost odpowiedzialności. „Każdemu, kto ma, będzie dane i obfitować będzie. ”

Karą za odstępstwo od pracy dla Pana było pozbawienie Marka możliwości tej pracy, co mogło przywieść go do upamiętania. Ta miara dyscypliny zastosowana przez Pawła wobec Marka przyniosła wspaniałe owoce, a pocieszenie Barnaby pomogło mu znieść tą karę. Tak, ten kto szczerze żałuje za swoje odstępstwa, ten, kto prosi o przebaczenie, z pewnością otrzyma przebaczenie od Pana i Pan zapewni mu nowe możliwości posługi. Ze Słowa Bożego widzimy, że Marek został całkowicie przywrócony do posługi i powierzono mu nowe obowiązki. Tylko łaska Boża mogła ponownie uczynić człowieka zdolnym do służby, który tak lekkomyślnie potraktował powierzone mu zadanie.

Księga Dziejów Apostolskich nie mówi wszystkiego o Janie Marku. Mijają lata, kościół w Kolosach i Filemon otrzymują Listy od więźnia Pawła. W tych dwóch Listach wymienione jest imię Marka. Spójrzmy, co więzień Paweł pisze do wierzących w Kolosach: „Pozdrawia was Arystarch, współwięzień mój, i Marek, siostrzeniec Barnaby, o którym otrzymaliście polecenie, abyście go przyjęli, jeśli do was przyjdzie. ” (Kol. 4:10). Apostoł Paweł chciał, aby nie było o Marku żadnych złych opinii, jakie mogłyby się pojawić. Przyjmijcie go, okażcie mu miłość i braterską więź - mówi do nich. W Liście do Filemona Paweł ponownie wspomina Marka, nazywając go jednym ze swoich współpracowników.

Z tych dwóch Listów napisanych przez Pawła możemy wnioskować, że po upamiętaniu się Marek został przywrócony do posługi, a zatem Pan ponownie powierzył mu pracę w swojej winnicy. Ale Paweł wspomina Marka jeszcze w swoim ostatnim Liście, napisanym w kajdanach, w przeddzień swojej męczeńskiej śmierci. List ten był adresowany do jego młodego współpracownika - Tymoteusza. „Weź Marka i przyprowadź z sobą, bo mi jest bardzo potrzebny do posługiwania” - pisze Paweł. (2Tym. 4:11). Tak więc pomimo porażki, pomimo faktu, że przez prawie 10 lat nic o Marku nie słyszeliśmy, łaska Boża przywróciła go do życia, dzięki czemu znów stał się zdolny do służby duchowej. W dziele przywrócenia Marka Bóg posłużył się zarówno Pawłem, jak i Barnabą. Marek potrzebował zarówno surowej dyscypliny ze strony Pawła, jak i pocieszenia ze strony człowieka, którego imię oznacza „syn pocieszenia”, czyli Barnaby. Ostatecznie jednak ten cud dokonał sam Bóg. Tylko Bóg, tylko On jeden przywraca do życia odstępców. Ale Bóg czyni o wiele więcej. On nie tylko przebacza, nie tylko przywraca do życia i daje nowe możliwości posługi, ale także przywraca utracony czas.

Tak, Pan uczynił cudowne rzeczy w życiu Marka. Przywrócił go i uczynił znów gotowym do posługi w Swojej winnicy. Pamiętajmy przyjaciele o Marku, pamiętajmy o Szymonie Piotrze i wielu innych, których Pan, w swoim miłosierdziu, przywrócił do życia i oni stali się znów gotowi do służby. A co najbardziej zdumiewające, to to, że po tym, jak Pan ich przywrócił, oni zaczęli służyć owocniej niż przed odstępstwem. To po raz kolejny potwierdza fakt, że Pan jest miłosierny, że jest Bogiem miłującym, cierpliwym. Tak, taka jest łaska Boża. Jeśli my przyznamy się do naszych błędów i odstępstwa i okażemy skruchę, możemy stać się jeszcze bardziej przydatnymi do posługi, od której kiedyś uciekliśmy. Pan powierzy nam posługę, o której nigdy nie śmieliśmy marzyć. Jeśli żałujemy popełnionego grzechu i otrzymamy przebaczenie od Pana, będziemy silniejsi i odniesiemy większy sukces w naszej pracy dla Pana. Nasz upadek, który zostaje nam przebaczony, przybliża nas do Jezusa Chrystusa i czyni nas jeszcze bardziej zależnymi od Pana. Takie doświadczenia powinny nas prowadzić do pokory przed Panem i przypomnieć nam, że bez Jego mocy jesteśmy zbyt słabi, aby za Nim podążać. A Bóg zawsze obdarza łaską pokornych.

Historia Marka nie zakończyła się prostym przywróceniem do posługi. Łaska Boża uczyniła go zdolnym do jeszcze gorliwszej służby. Ten uciekinier, który niegdyś zbłądził i zaniedbał powierzoną mu służbę, stał się autorem jednej z Ewangelii. Duch Święty wybrał go, by utrwalił dobrą nowinę zawartą w Ewangelii Marka, w której Pan nasz przedstawiony jest jako doskonały sługa. Nie bez znaczenia jest fakt, że Marek wskazuje na Jezusa, który był wierny we wszystkim. To o Nim apostoł Paweł mówi: „który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. ” (Fil. 2:6-8). To nasz Pan Jezus Chrystus, przywrócił Marka i uczynił go zdolnym do służby. Pomyślmy przyjaciele, jakiego cudu dokonał Pan w tym człowieku, powierzając mu napisanie ziemskiej biografii Syna Bożego. Czyż można sobie wyobrazić bardziej zaszczytne zadanie? Tak, tylko Jemu, który działa w nas swoją mocą i czyni nieporównywalnie więcej niż to, o co prosimy lub o czym myślimy. Jemu nich będzie chwała, cześć i uwielbienie.

Jeśli Ty przyjacielu, zawiodłeś, opuściłeś Pana, ale pragniesz powrócić, przyjdź do Niego teraz. Wyznaj Mu, że zgrzeszyłeś, że odwróciłeś się od Niego, upamiętaj się. On nigdy nie odrzuci człowieka, która przychodzi do Niego szczerze. Dlatego, jak mówi Słowo Boże, weź ze sobą słowa modlitwy i nawróć się do Pana. A gdy to uczynisz, możesz być pewien, że On sam odpowie i powie: Uleczę twoje odstępstwo, dobrowolnie okażę Ci miłość. Przyjdź do Niego i weź ze sobą te słowa pokuty. Pan odpowie Ci, tak jak odpowiedział swojemu ludowi, gdy lud Izraela pokutował. „A grzechów ich i ich nieprawości nie wspomnę więcej. ” (Hebr. 10:17). Amen.

Ho Teri Stuti Aur Aradhana - Persis John (Niechaj cześć i chwała będąTobie.)


0 komentarze

Posted in

Zjawiska w dniu Pięćdziesiątnicy.


Otwórzmy Biblię na Księdze Dziejów Apostolskich, rozdział 2 i spójrzmy na pierwsze 4 wersety. Chcę zwrócić szczególną uwagę na to, jak w tym przypadku, w tym ważnym dniu, Duch Święty objawił się zstępując z nieba, aby przebywać tutaj na Ziemi. Jeśli skupimy naszą uwagę na obrazach i symbolach, które widzimy w tym tekście, to będziemy mogli lepiej zrozumieć przejawy i działanie Ducha Świętego. „A gdy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, wszyscy byli jednomyślnie na tym samym miejscu. Nagle powstał odgłos z nieba, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i wypełnił cały dom, w którym siedzieli. Ukazały się im rozdzielone języki jakby z ognia, które spoczęły na każdym z nich. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. ” (Dzieje 2:1-4).

Śledząc uważnie tekst, dostrzeżemy dwa wyraźne opisy tego, w jaki sposób Duch Święty objawił się, zstępując na 120 naśladowców Chrystusa oczekujących Jego zstąpienia. Patrząc uważnie, odkryjemy, że tu są nie tylko dwa symbole, które od razu przyciągają uwagę, ale jest też trzecia wskazówka. Te trzy symbole to wiatr, ogień i woda. Każdy z nich prowadzi nas do pewnych refleksji na temat Ducha Świętego. Interesujące jest to, że w Ewangelii widzimy, że Pan nasz Jezus Chrystus, mówiąc i nauczając o Duchu Świętym, użył dokładnie tych trzech symboli: wiatru, ognia i wody.

Zacznijmy od pierwszego symbolu, jest on jako pierwszy w tekście, tj. wiatr. „I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. ” Tutaj zstąpienie Ducha Świętego jest przedstawione jako szum wiatru, „jakby wiejącego gwałtownego wiatru. ” Cały dom, w którym się znajdowali, napełnił się szumem tego gwałtownego wiatru, a szum jego był tak donośny, że słyszała go cała Jerozolima. Dowiadujemy się o tym z następnych wersetów. Na początku wersetu 6 jest powiedziane: „gdy więc powstał ten szum, zgromadził się tłum i zatrwożył się. ”

Zauważmy, że ten szum powstał nagle, to znaczy, że przedtem była całkowita cisza i nagle pojawił się niewiarygodny odgłos. Nie można więc nazwać tego gwałtownego szumu zjawiskiem naturalnym. To był odgłos z nieba. To był szum o nadprzyrodzonym pochodzeniu, co pozwala stwierdzić, że jego autorem był sam Bóg. I ten gwałtowny szum napełnił cały dom, w którym się znajdowali, i był słyszany nawet na obrzeżach Jerozolimy. Ten szum pochodził jakby z gwałtownego silnego wiatru i wypełnił cały dom. Jakże naturalne jest to, że pierwszy przejaw Ducha Świętego podczas Jego zstąpienia na tę Ziemię jest przedstawiony nie inaczej, jak tylko wiatr.

Użyte tu słowo wiatr w języku greckim - pnое, tłumaczy się jako duch lub oddech. Słowo to w naszym tekście tłumaczone jest słowem wiatr. W rozdziale 17 Dziejów Apostolskich w wersecie 25 tłumaczone jest słowem - oddech. Apostoł Paweł mówi w Atenach, że „Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko. " (Dzieje 17:24-25). Tutaj słowo pnoe - to tchnienie.

Przypomnijmy słowa Zbawiciela, którymi zwrócił się do Nikodema, mówiąc: „Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha. ” (Jana 3:8). Tutaj słowo wiatr, Duch - pneuma, na początku zdania i na końcu zdania wydaje się być tym samym. Istnieje jednak między nimi duża różnica znaczeniowa. Na początku zdania słowo pneuma - oznacza wiatr, a na końcu zdania Ducha Świętego, a słowo jest takie samo. Tutaj Chrystus porównuje Ducha Świętego do wiatru. Mówi, że tak jak wiatr wieje, dokąd chce, szum jego słyszymy, lecz nie wiemy, skąd przychodzi i dokąd podąża, tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha.

Co Chrystus chce przez to powiedzieć? To, że nie da się przewidzieć, w jaki sposób Duch Święty wykona swoje dzieło odrodzenia, tak jak nie da się przewidzieć, gdzie i kiedy będzie wiał wiatr. Nie bez znaczenia jest to, że pierwszą cechą Ducha Świętego jest właśnie wiatr. Nie ogień, nie woda, ale wiatr. Dlatego, gdy Chrystus po raz pierwszy mówi o Duchu Świętym, porównuje Ducha Świętego i Jego działanie do wiatru. O, gdybyśmy tylko zrozumieli, co Pan chce nam przez to powiedzieć w tym praobrazie działania Ducha Świętego, ponieważ kryje się tu cały szereg podstawowych i drogocennych prawd.

Chciałbym dzisiaj zwrócić uwagę przynajmniej na dwie z nich. Jak już wspominałem greckie słowo - pnoen, wiatr w tym wersecie może również oznaczać oddech. Drodzy przyjaciele, to co się wydarzyło w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy nagle z nieba rozległ się szum, jakby uderzenie  gwałtownego wiatru, to narodził się Kościół Chrystusowy. Bóg tchnął tchnienie życia i Kościół Chrystusa został utworzony, a mówiąc inaczej narodził się. Tak więc w tym gwałtownie wiejącym wietrze widzimy praobraz wyższego działania Ducha Świętego. On daje życie Boże. Kiedy w ogrodzie Eden Bóg stworzył człowieka z prochu ziemi i „tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, człowiek stał się żywą duszą. ” (Ks.Rodz. 2:7). Ale gdy w dniu Pięćdziesiątnicy tchnął na tych, którzy zgromadzili się w Wieczerniku w Jerozolimie, oni stali się nowym stworzeniem duchowym. Stali się stworzeniem nie duszewnym, ale duchowym. „Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest”, a to znaczy, że to, co narodziło się z Ducha Świętego, nie może być niczym innym, jak tylko duchowym. (Jana 3:6). Gdy człowiek narodzi się z Ducha Bożego, staje się stworzeniem duchowym, lub jak mówi apostoł Piotr, ci, którzy w ten sposób narodzili się z Ducha, są „jako kamienie żywe budujące się w dom duchowy. ” (1Ptr. 2:5).

Istnieje więc ciało duszewne, jak mówi apostoł Paweł, i jest też ciało duchowe. „Tak też napisano: Pierwszy człowiek Adam stał się istotą żywą, ostatni Adam (tj. Jezus Chrystus) stał się duchem ożywiającym. ” (1Kor.15:45). I to właśnie ostatni Adam - Pan nasz Jezus Chrystus przez swoją śmierć stał się duchem ożywiającym. To ożywiające działanie ostatniego Adama spełniło się w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy Duch Święty zstąpił na ludzi oczekujących Go w Wieczerniku. Dlatego pierwszą i najwyższą posługą Ducha Bożego jest darowanie nam nowego życia. Chrystus powiedział: „Jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. ” (Jana 3:5-6). Człowiek nabywa nowe życie Boże w momencie, gdy zstępuje na niego Duch Święty, i to jest początek jego nowego życia duchowego.

Przypomnijmy sobie, jak po swoim zmartwychwstaniu Chrystus ukazał się swoim uczniom i powiedział: „Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. A to rzekłszy, tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego. ” (Jana 20:21-22). Niektórzy sądzą, że w tym momencie oni otrzymali Ducha Świętego, ale wydaje mi się, że był to akt proroczy, mówiący o tym, co miało się wydarzyć w dniu Pięćdziesiątnicy. Jeśli oni otrzymali Ducha Świętego, to dlaczego Chrystus nakazał im nie opuszczać Jerozolimy przez 10 dni aż do dnia Pięćdziesiątnicy, ale oczekiwać obietnicy Ojca, to jest Ducha Świętego. Jeśli otrzymali Ducha Świętego, to dlaczego mieliby czegoś oczekiwać, prawda? Już wtedy mogliby iść i głosić Słowo. Ale wiemy, że dopiero po tym, jak w dniu Pięćdziesiątnicy Duch Święty zstąpił na nich, zamieszkał w nich i napełnił ich, dopiero wtedy oni stali się świadkami Chrystusa. Tak więc pierwszym, początkowym i najważniejszym dziełem Ducha Świętego jest obdarzenie życiem wierzących w Jezusa Chrystusa. Duch daje życie, obdarza nas życiem Bożym, życiem Chrystusowym. Dlatego jest nazywany Duchem życia. Daje nam życie Boże.

Ale obraz Ducha Bożego jako wiatru wskazuje nam również, że jest On suwerenny. Co mam na myśli? Spójrzmy jeszcze raz na to, co Jezus Chrystus powiedział o Duchu Świętym. „Duch lub wiatr wieje, wieje, gdzie chce, i głos, to jest dźwięk jego, słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie: tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha. ” Jak już wspominałem, pierwszym dziełem Ducha jest obdarzenie darem nowego, Bożego życia każdego grzesznika, który się nawraca i wierzy w Jezusa.

Ale te słowa mówią nam również o tym, jak działa Duch Święty, jak obdarza życiem, jak wykonuje swoją posługę i jak obdziela swoimi darami. Spójrzmy na te słowa, które Jezus wypowiedział do Nikodema: „Wiatr wieje, dokąd chce i gdzie chce. ” Ten fragment można przetłumaczyć na oba sposoby. Tutaj Chrystus podaje przykład porównując działanie Ducha Świętego do podmuchu wiatru. W tym przypadku słowo wiatr – pneuma, oznacza wiatr. Wiatr wieje, gdzie chce. Co Chrystus chce przez to powiedzieć? Że ani ja, ani ty, nikt z ludzi nie może powiedzieć, w którą stronę i gdzie powieje wiatr. Oczywiste jest więc, że działanie wiatru nie zależy od człowieka. Skąd wiatr zaczyna wiać i gdzie on zawróci. Jaki z tego wniosek? Taki, że człowiek nie jest w stanie powiedzieć, kiedy, jak i gdzie Duch Święty przejawi swoje działanie.

Spójrzmy na słowa z rozdziału 2 Dziejów Apostolskich, werset 2: „I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. ” Czy możemy powiedzieć, że przynajmniej jeden z tych 120 zgromadzonych w Wieczerniku mógł się spodziewać lub przypuszczać, że wydarzy się coś takiego? Czy ktokolwiek z nich mógł przewidzieć, że właśnie w ten sposób spełni się dana im przez Pana obietnica Ducha Świętego? Jestem pewien, że nawet im to nie przyszło do głowy. I przy tym zwróćmy uwagę na fakt, że, o ile wiemy z historii Kościoła, takie zjawisko nigdy się nie powtórzyło.

Jeśli przejdziemy kilka stron dalej w Biblii od tego miejsca, możemy przeczytać o kolejnym niespodziewanym przejawie mocy i działania Ducha Świętego. Tutaj w rozdziale 4, wersecie 31 jest powiedziane: „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym. ” A kilkanaście stron dalej z tej samej Księgi Dziejów Apostolskich, w rozdziale 16 przeczytamy o kolejnym niewiarygodnym przejawie mocy Ducha Świętego w odpowiedzi na modlitwę i wielbienie Boga przez Pawła i Sylasa. Mówi się tutaj, że „Nagle powstało wielkie trzęsienie ziemi, tak że się zachwiały fundamenty więzienia i natychmiast otworzyły się wszystkie drzwi, a więzy wszystkich się rozwiązały. ” (Dzieje 16:26).

Ale załóżmy, że mając takie doświadczenia lub słysząc, że inni je mieli, wierzący zdecydowaliby, że coś podobnego musi wydarzyć się ponownie. Proszą więc i nalegają z wiarą, aby Bóg powtórzył podobne zjawisko. Jeśli jeden wierzący doświadczył tego, to i ja też powinienem to przeżyć, albo jeśli Bóg im tak błogosławił, to inni powinni doświadczyć tego samego. Jeśli nie, to ich przeżycie nie jest prawdziwe. Oczywiście, takie myślenie jest absurdalne. Przyjaciele, tak jak wiatr wieje, gdzie chce i kiedy chce, tak Duch Święty działa i przejawia swoją moc, rozdzielając swoje dary, jak chce. Nigdy o tym nie zapominajmy. Apostoł Paweł, wymieniwszy przejawy Ducha Świętego i jego dary, mówi: „Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie, jak chce. ” (1Kor. 12:11).

Drodzy bracia i siostry, ile rozczarowań, ile niepotrzebnych łez, ile nieporozumień moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy powierzyli nasze dzieło Duchowi Świętemu, zamiast dyktować Mu, jak i co powinien robić. On jest suwerenny i nie potrzebuje naszych mądrych rad. Gdy my całkowicie oddamy się Mu i zawierzmy wszystko, co nas dotyczy, wtedy i my doświadczymy błogosławieństwa, a Jego działanie przejawi się w naszym życiu w formie, której nie potrafilibyśmy sobie nawet wyobrazić. Przypomnijmy o ostatnich słowach modlitwy apostoła Pawła za wierzących w Efezie: „Temu zaś, (tutaj mówi o Duchu Świętym), który według mocy działającej w nas potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy, temu niech będzie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia na wieki wieków. ” (Ef.3:20-21). Tak, to On, Duch Święty, który żyje w nas, chce mieć pełne prawo, by w naszym życiu działać w nas swoją mocą. Jeśli należymy do Chrystusa, jeśli jesteśmy dziećmi Bożymi, to mamy Jego Ducha. „Jeśli ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest Jego” - mówi Słowo Boże. (Rzym. 8:9).

Jeśli ja, jako dziecko Boże mam Ducha Świętego, to jak zmierzyć, ile Go we mnie jest? Jaka część Ducha Świętego? Myślę, że to pytanie jest zupełnie nie na miejscu. Można by nawet powiedzieć, że to nierozsądne pytanie. Przecież Duch Święty jest Osobą. Nie mogę mieć Go część, albo Go mam, albo nie. Jedno z dwojga. Błędne pojmowanie osobowości Ducha Świętego prowadzi do błędnego rozumienia Jego działań i Jego przejawów. On jest Osobą, tak jak Bóg Ojciec i Bóg Syn, Jezus Chrystus. Duch Święty nie jest czymś. Nie jest tylko wpływem, odczuciem, mocą, wiatrem, nie, On jest Bogiem i nie można Go mierzyć naszymi standardami, „gdyż Bóg udziela Ducha bez miary” - mówi Słowo Boże. (Jana 3:34).

Ale ktoś zapyta: w czym więc jest problem, że tak rzadko widzimy i doświadczamy Jego mocy i działanie? I na te pytania i poszukiwania zazwyczaj słyszymy odpowiedź: że trzeba oczywiście mieć więcej Ducha Świętego. Przyjaciele, to nieprawda. Nie potrzebujemy mieć więcej Ducha, a raczej można powiedzieć, że Duch powinien mieć prawo bardziej rozporządzać nami. Otóż my nie pozwalamy Mu działać w naszym życiu. Powstrzymujemy Go i nie pozwalamy Mu być prawowitym Panem w naszym życiu. To jest problem. Czy też mówią nam, że musimy czekać na Ducha Świętego, jak apostołowie. Nie, nie musimy. Tak, oni musieli, bo Chrystus powiedział im, aby czekali na Ducha Świętego.

Dlaczego uczniowie musieli czekać, a my nie? Z prostego powodu, On jeszcze nie zstąpił na tę Ziemię. Uczniowie musieli czekać na ten cudowny dzień Pięćdziesiątnicy. Duch Boży jest teraz tutaj i my nie musimy na Niego czekać. Teraz On czeka na nas, czeka na Ciebie przyjacielu i na mnie, abyśmy całkowicie podporządkowali się Mu, Jego autorytetowi, Jego woli. Sprawdźmy więc siebie w jakich relacjach jesteśmy z Duchem Świętym. Tak, On jak wiatr, wieje gdzie, jak i kiedy chce, On również, jak wiatr natychmiast wejdzie, gdy otworzymy okna i drzwi naszego domu. Uczyń to przyjacielu, otwórz okna i drzwi swojego serca, a zostaniesz napełniony cudownym tchnieniem Ducha Świętego, tak, jak uczniowie w dniu Pięćdziesiątnicy.

„I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. ” To był fizyczny przejaw mocy i był wyjątkowy. Ten szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, ucichł. Jest mało prawdopodobne, aby się powtórzył, ale konsekwencje zstąpienia Ducha są ważne, są widoczne, może je doświadczyć każdy z wierzących. Ważne nie jest to, że był fizyczny szum, że ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich, ale ważny jest rezultat, to, że wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, to, że Duch Boży zamieszkał w nich.

Ale w tym symbolu i praobrazie Ducha Świętego na podobieństwo wiatru kryje się jeszcze inna prawda o Duchu Świętym. Moc. „I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru. ” Apostoł Piotr używa tego samego słowa „feromenes” w swoim 2 Liście na końcu 1 rozdziału „lecz wypowiadali proroctwa ludzie Boży”, ponieważ byli niesieni przez Ducha Świętego. Niesieni, prowadzeni, pędzący. Kto ich niósł? Duch Święty. Co przyniósł z sobą ten szum, jakby od pędzącego gwałtownego wiatru. Ducha Świętego. Różne działania, niektóre z szumem, inne bez szumu, ale są one wywołane przez Ducha Bożego. Czasami przejawia się to, jako zjawisko pioruna, ale nie zawsze. Najczęściej może być to cichy powiew wiatru.

Przypomnijmy wydarzenie z prorokiem Eliaszem. Pan kazał mu wstąpić na górę przed oblicze Pana. I tutaj czytamy: „A oto Pan przechodził, a wicher potężny i silny, wstrząsający górami i kruszący skały szedł przed Panem; lecz w tym wichrze nie było Pana. A po wichrze było trzęsienie ziemi, lecz w tym trzęsieniu ziemi nie było Pana. Po trzęsieniu ziemi był ogień, lecz w tym ogniu nie było Pana. ” (1Ks.Król. 19:11-12). I dopiero gdy to wszystko minęło, wówczas w powiewie cichego wiatru do proroka doszedł głos Boga.

Co jest najważniejsze. Nie to co zewnętrzne, co czasowe i może się nie powtórzyć, co jest zmienne, ale to co jest niezmienne - to być napełnionym Duchem Świętym. „Ale przyjmiecie moc”, jaką moc - moc Boga Wszechmogącego, gdy „Duch Święty zstąpi na was i będziecie Mi świadkami. ” Moc, która czyni nas skutecznymi świadkami Jezusa Chrystusa. Moc, dzięki której osiąga się zwycięstwo nad grzechem, moc, która czyni nas odważnymi, cierpliwymi, łagodnymi, kochającymi, wybaczającymi, hojnymi, uczciwymi, sumiennymi, spokojnymi, miłosiernymi i opanowanymi. To właśnie tak najbardziej widoczna jest moc Ducha Świętego. O, jak ważne jest poznać te prawa Ducha Świętego, ale jeszcze ważniejsze jest, aby się im podporządkować. Dajmy Mu wolną rękę w naszym życiu, słuchajmy Jego łagodnego głosu i bądźmy Mu posłuszni. Niech sam Pan nam w tym dopomoże. Amen.

Szukaj na tym blogu

Followers

Obsługiwane przez usługę Blogger.