RSS

Wypróbowany i nienaganny pracownik Jezusa Chrystusa.


Jakiej rady udzielił apostoł Paweł młodemu Tymoteuszowi, mówiąc: „Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy. ” Te słowa znajdziemy w 2 Liście do Tymoteusza, rozdziale 2, wersecie 15. Czego wymaga się od nienagannego pracownika, który wiernie nauczałby Słowa Bożego, by jego słowo było żywe i pożyteczne dla słuchaczy? Aby odpowiedzieć na to pytanie, powinniśmy zacząć od samego początku. Nie da się być dobrym pracownikiem bez osobistej znajomości Tego, komu służy. On musi zatem być przede wszystkim dzieckiem Bożym, musi narodzić się na nowo.

Ktoś może jednak zapytać: czy można głosić i służyć w kościele i nie być zbawionym? Okazuje się, że jest to możliwe. Kilka wersetów wyżej wymienieni są tacy dwaj pracownicy, „do nich należy Hymeneusz i Filetos. ” (2Tym. 2:17). O nich Paweł zmuszony był powiedzieć, że „z drogi prawdy zboczyli …przez co podważają wiarę niektórych. ” (2Tym. 2:18). Przyjaciele, człowiek, w którym nie ma odbicia Chrystusa, nie może wiernie nauczać Słowa Bożego. Jak może on nauczać słowo Tego, którego sam nie zna? Nie myślmy, że każdy jest zdolny do takiej posługi. Tylko ten, kto zna główną postać Biblii - Jezusa Chrystusa, jest do tego zdolny. Dlatego samo korzystanie z Biblii, a nawet jej znajomość, nie oznacza, że ​​dana osoba jest gotowa do posługi Słowa. Osobiste poznanie Jezusa Chrystusa jest pierwszym niezbędnym warunkiem, ponieważ On jest kluczem dającym poznanie Słowa. A jeśli ktoś nie zna Go, jak może poznać Jego Słowo, a tym bardziej głosić je innym? Biblia to nie jest zwykła Księga. Oczywiście, dla kogoś, kto nie zna Jezusa, ta Księga jest martwa. Dlatego przede wszystkim, aby poznać Biblię, zrozumieć ją i móc nauczać innych, trzeba mieć osobistą więź z Jezusem Chrystusem.

Spójrzmy, jak ważna w Bożym planie jest posługa Słowa. Psalmista mówi: „Bo nad wszystko wywyższyłeś imię i słowo swoje. ” (Ps. 138:2). Zauważmy, jak od pierwszych wersetów Biblii, aż do końca Nowego Testamentu Bóg przemawia z jej kart. On mówi w Starym Testamencie, mówił podczas ziemskiej posługi Jezusa Chrystusa i nadal mówi w okresie Kościoła Nowego Testamentu. Wszystko, co Bóg czynił, co kontynuował, i co czyni dzisiaj, dokonuje przez Swoje Słowo. „I rzekł Bóg: Niech stanie się światłość. I stała się światłość. ” (Ks.Rodz. 1:3). Tak rozpoczyna się stworzenie świata. Usuńmy to słowo, a nic nie pozostanie. Bóg nic nie czyni bez Słowa.

Prześledźmy posługą Jezusa Chrystusa tutaj na Ziemi. Wypędzał demony słowem, uzdrawiał chorych słowem, wskrzeszał umarłych słowem, gromił burze słowem, odpuszczał grzechy słowem. Tak, On wszystko czynił słowem. I dzisiaj, w naszych czasach, Bóg kontynuuje swoje wielkie dzieło właśnie przez Słowo. On wybrał człowieka, aby przez Jego usta przekazać swoje Słowo. Czyż to nie zdumiewające? W Starym Testamencie Bóg przemawiał przez proroków. Wraz z przyjściem Syna Bożego na Ziemię, Słowo Boże wcieliło się w Niego - jak mówi Jan w rozdziale 1 swojej Ewangelii: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas. ” (Jana 1:1,14).

Spójrzmy drodzy przyjaciele, jak Bóg przemawia w tych trzech okresach: w okresie Starego Testamentu, w czasie ziemskiego życia Jezusa Chrystusa oraz w naszym okresie Nowego Testamentu. W okresie Starego Testamentu Bóg przemawiał przez proroków, i co ciekawe, prorocy wypowiadali słowa Boże tylko wtedy, gdy otrzymywali objawienie z góry, gdy mieli wizję lub gdy Bóg wkładał Swoje słowa w ich usta. Dlatego też posługa tych starotestamentowych proroków była możliwa tylko wtedy, gdy bezpośrednio otrzymywali objawienie od Boga i co dziwne, niektórzy z nich prorokowali, to znaczy wypowiadali słowa Boże, pomimo swoich niewłaściwych relacji z Bogiem. Takim prorokiem był na przykład Balaam. Apostoł Piotr wprost mówi o nim, że porzucił swoją drogę, że zbłądził i „ukochał zapłatę za czyny nieprawe. ” (2Ptr. 2:15). W danym przypadku Bóg nie użył po prostu ust tego człowieka, aby wypowiedzieć swoje słowo, ale widzimy, że użył do tego celu osła. I to osła tego niegodnego proroka. Ale nie jest zamiarem Boga przemawiać przez zwierzęta. Bóg przemawia przez człowieka.

W drugim okresie, kiedy Jezus Chrystus pojawił się na Ziemi, widzimy w nim Człowieka doskonałego. Każde Jego słowo było Słowem Bożym. On jest Słowem, jak mówi Pismo Święte. A teraz, w okresie Nowego Testamentu, Bóg mówi również przez człowieka, ale w przeciwieństwie do okresu starotestamentowego, człowiek nie jest już tylko biernym narzędziem, którego można użyć do głoszenia Słowa Bożego tylko w tych szczególnych momentach, gdy zstępuje na niego Duch Święty. Dzisiaj różnica polega na tym, że Duch Boży nie tylko przebywa z dzieckiem Bożym, ale żyje w nas, to znaczy w każdym człowieku narodzonym na nowo. I tylko ci, w których mieszka Duch Święty, mogą być sługami Słowa. I w takim stopniu, w jakim człowiek poddaje się Duchowi Świętemu, w takim stopniu Bóg może mówić przez niego.

Jak wspomniałem wcześniej, główną i centralną postacią Biblii jest Jezus Chrystus. My musimy o Nim głosić, jak mówi apostoł Paweł: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego. ” (1Kor. 1:23). Ale nie poznamy Go, a tym bardziej będziemy głosić, jeśli nie mieszka w nas Duch Święty. W przeddzień zstąpienia Ducha Świętego Chrystus powiedział: „Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem. ” (Jana 14:26). Dlatego poznać Chrystusa i zrozumieć Jego słowo możemy tylko z pomocą Ducha Świętego. „Lecz ja wam mówię prawdę” - powiedział Jezus Chrystus swoim uczniom - „Lepiej dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was. ”

Co Chrystus przez to chce powiedzieć? A to, że Duch Święty zastąpi Go, zastąpi we wszystkim, czym był On dla uczniów, gdy był z nimi na Ziemi. „Lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi. ” (Jana 16:13). „On Mnie uwielbi” - tak mówi Chrystus o Duchu Świętym - „bo weźmie z mojego i wam oznajmi.” (Jana 16:14). Dlatego drodzy przyjaciele, aby wiernie nauczać Słowa Bożego, słowa prawdy, wierny pracownik musi znać Tego, którego głosi. A znać może tylko należąc do Niego i będąc pod wpływem Ducha Świętego.

Aby jednak Bóg mógł mówić przez człowieka, musi on znać Jego Słowo, które jest zapisane. Wiedzcie, że pracownik godny tego powołania nigdy nie powie niczego od siebie. On nie uznaje niczego za Słowo Boże, poza Pismem Świętym. Po tym można rozpoznać prawdziwego sługę Słowa. Drodzy przyjaciele, nie ma innych Pism Świętych poza 66 księgami Biblii, a każdy, kto twierdzi, że ma objawienie poza Biblią lub cokolwiek ponad to, czego naucza Biblia, nie jest sługą Bożym. Słowa Boże znajdujemy w Piśmie Świętym, w Starym i Nowym Testamencie. I nie możemy dodawać niczego więcej do tej świętej Księgi. Dlatego, aby być pracownikiem, który wiernie naucza słowa Prawdy, musimy znać to słowo Prawdy i przestrzegać tego, co w nim jest napisane. On nie może przyjmować czegoś, co nie jest w Słowie Bożym.

Drodzy bracia i siostry, my mamy prawo głosić tylko to, co Bóg już powiedział w Swoim Słowie. I w takim stopniu, w jakim człowiek jest nasycony Słowem i znajduje się pod kontrolą i wpływem Ducha Świętego, Bóg może go użyć dzisiaj. Taki człowiek będzie w stanie nauczać Słowa, jak mówi apostoł Paweł „w każdy czas, dogodny czy niedogodny. ” (2Tym. 4:2). Innymi słowy, on zawsze będzie użytecznym narzędziem w rękach Boga. O, jak ważne jest, abyśmy znali Słowo Boże, byli nim przesiąknięci, rozmyślali nad nim dniem i nocą. Apostoł Paweł mówi do Tymoteusza: „Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc, od kogoś się tego nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany. ” (2Tym. 3:14-17).

Zwróćmy jednak uwagę, że istnieje trzeci warunek, aby człowiek był nienagannym pracownikiem. Tym warunkiem jest życie w świętości. Bóg nie może użyć nieczystego naczynia. Na przykład, nikt nie może powiedzieć, że dzisiaj nie jest głoszone Słowo Boże. Czyż nie tak. Ale ze smutkiem muszę stwierdzić, że posługę słowa w mocy Ducha Świętego dzisiaj jest trudno znaleźć, a jeśli ona zamilknie, to Chrystus mówi: „kamienie krzyczeć będą. ” (Łuk. 19:40). Bez wątpienia Bóg może dziś głosić Swoje słowo przez osła, tak jak czynił to w Starym Testamencie, i jeśli zajdzie taka potrzeba, to to uczyni. Ale to nie jest Jego wola. On wybrał człowieka, aby głosił Jego słowo ustami.

I tak, aby być godnym pracownikiem, cały sekret znajdziemy w pierwszych słowach naszego tekstu. Spójrzmy na te słowa: „Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny. ” W tym tkwi cała tajemnica. Całkowite podporządkowanie się Bogu, wszystko inne nie jest ważne, czy jesteś mówcą, czy masz wyższe wykształcenie, dobrą pamięć, czy posiadasz inne talenty. Bóg z pewnością może to wszystko wykorzystać. Ale nie o to chodzi. Chodzi o stopień Twojego oddania Bogu. O to, w jakim stopniu oddałeś się do Jego dyspozycji. W tym tkwi cała tajemnica. Wtedy przyjacielu, nie ma ograniczeń co do tego, co Bóg mógłby uczynić przez Ciebie. Podsumowując, Bóg może nas użyć tylko w takim stopniu, w jakim jesteśmy Mu oddani. Tylko wtedy będziemy czystymi naczyniami, przez które będzie mógł wlewać Swoje słowo z mocą i obfitością.

Chciałbym teraz zwrócić się szczególnie do tych, których Bóg powołał do posługi Jego słowa. Samo powołanie nie wystarczy, drodzy bracia. Musimy być naczyniem czystym, człowiekiem Bożym, doskonale przygotowanym do wszelkiego dobrego dzieła. Na zakończenie przypomnę słowa apostoła Pawła z Listu do Rzymian: „Proszę więc was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali wasze ciała jako ofiarę żywą, świętą, przyjemną Bogu, bo taka winna być duchowa służba. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. ” (Rzym.12:1-2). Czyniąc to, możemy przemienić każde nasze słowo w modlitwę, ponieważ będzie przesiąknięte Duchem Świętym, będzie zgodne ze Słowem Bożym i będzie płynąć z czystego naczynia. Takiej służbie zawsze będzie towarzyszyć uwielbienie i wypełni zamysł Boży. Właśnie takich pracowników Bóg szuka dzisiaj.

A jeśli jeszcze nie jesteś zbawiony przyjacielu, nie poznałeś i nie przyjąłeś Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Pana i Zbawiciela, to uczyń to teraz. Wezwij imię Pana, a będziesz zbawiony - mówi Słowo Boże. Niech ta chwila będzie momentem całkowitego oddania się Bogu. Niech Duch Boży pomoże Ci w tym. Amen.

Dobry pracownik Chrystusa.


Gdyby ktoś mnie zapytał, czego najbardziej potrzebujemy dzisiaj, bez wahania odpowiedziałbym: najbardziej palącą potrzebą są wierni robotnicy Jezusa Chrystusa. Można wręcz śmiało powiedzieć, że zawsze brakowało sług Bożych. Zauważmy, że podczas swojej ziemskiej posługi Chrystus zwracał uwagę swoich uczniów na tę potrzebę. Spójrzmy, o im powiedział: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. ” (Mat. 9:37). I dzisiaj, nie mniej niż w dawnych czasach, Bóg szuka robotników do pracy na swojej roli. O, jakże nasz świat potrzebuje tych robotników w tych ostatnich dniach przed przyjściem naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Dlatego jako podstawę dzisiejszego rozważania chciałbym przytoczyć kilka wersetów z drugiego Listu apostoła Pawła do Tymoteusza, rozdział 2, począwszy od wersetu 15. Jak wiadomo, Tymoteusz był duchowym synem apostoła Pawła. Wszystko, co się Tymoteusz nauczył, poznał od Pawła. W swoim Liście do Koryntian Paweł wspomina o możliwości odwiedzenia ich przez Tymoteusza i spójrzmy w jaki sposób przedstawia on swojego ucznia. „Dlatego niech nikt go nie lekceważy. ” (1Kor. 16:11). Tak, pomimo jego młodego wieku, niech nikt go nie lekceważy. Dlaczego? „On bowiem dzieło Pańskie sprawuje, jako i ja. ” - pisze apostoł Paweł. (1Kor. 16:10). Z tego wynika, że ​​Tymoteusz okazał się dobrym uczniem swojego wychowawcy, Pawła.

Do kościoła w Filipach, który miał pewne problemy, zwłaszcza w kwestii jedności, nie mając możliwości odwiedzenia ich osobiście i rozwiązania ich problemów, Paweł posyła Tymoteusza. „Mam nadzieję w Panu Jezusie, że rychło poślę do was Tymoteusza” - mówi im - „abym został pocieszony, dowiedziawszy się, co się u was dzieje. ” „Albowiem nie mam drugiego takiego, który by się tak szczerze troszczył o was, bo wszyscy inni szukają swego, a nie tego, co jest Chrystusa Jezusa. ” (Fil. 2:19-21).

Czyż nie jest to główny sekret dobrego robotnika Chrystusowego? On zawsze stara się zadowolić Pana Jezusa Chrystusa. Na takim robotniku zawsze można polegać. Jego wierność jest niepodważalna. Tymoteusz był takim sługą Bożym. Był tak bardzo oddany, że ​​Paweł ufał mu całkowicie. On wiedział, że Tymoteusz uczyni i powie, dokładnie tak, jak on sam by to dokonał. To właśnie do tego Tymoteusza Paweł napisał te dwa Listy. Były to osobiste Listy napisane przez starca Pawła będącego w więziennych kajdanach, do swojego duchowego syna.

Spójrzmy teraz na tekst z 2 Listu do Tymoteusza, rozdziału 2, zaczynając od wersetu 14, po 18: „To przypominaj, zaklinając ich przed Bogiem, aby się nie wdawali w spory o słowa, bo to jest bezużyteczne, a tylko słuchaczy do zguby przywodzi. Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy. A pospolitej, pustej mowy unikaj, bo ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążali w coraz większą bezbożność, a nauka ich szerzyć się będzie jak zgorzel; do nich należy Hymeneusz i Filetos, którzy z drogi prawdy zboczyli, powiadając, że zmartwychwstanie już się dokonało, przez co podważają wiarę niektórych. ”

Tutaj apostoł Paweł mówi, jakim powinien być sługa Boży i jakim nie powinien być, co powinien czynić, a czego powinien unikać. Przyjrzyjmy się najpierw, jak nie powinien zachowywać się sługa Boży, czego nie powinien czynić. Przy końcu wersetu apostoł Paweł wymienia nawet z imienia tych dwóch mężczyzn: Hymeneusz i Filetos. Byli to ludzie niegodni nazwania - sługami Bożymi. Oni odeszli od prawdy i jak pisze o podobnych ludziach apostoł Juda, są „chmurami bez wody unoszonymi przez wiatry, błąkającymi się gwiazdami, dla których zachowane są na wieki najgęstsze ciemności. ” (Judy 1:13). Noszą miano sług Bożych, ale ich posługa przynosi wyłącznie szkodę. Ich puste słowa torują drogę wrogowi i dają diabłu okazję do działania. W innym miejscu apostoł Paweł nazywa takich ludzi „pracownikami zdradliwymi, którzy tylko przybierają postać apostołów Chrystusowych. ” (2Kor. 11:13). „Ich mowa szerzy się jak gangrena i wywracają wiarę niektórych. ” (2Tym. 2:17-18). „Strzeżcie się złych pracowników” - mówi Słowo Boże, w tym przypadku odnosi się to konkretnie do ludzi religijnych, którzy podają się za chrześcijan.

Ale ktoś zapyta: jak odróżnić wiernych, sprawdzonych, aprobowanych przez Boga robotników od tych, którzy nie są godni tego miana? Rzeczywiście, istnieją pewne oznaki, które jednoznacznie wskazują na ich niewierność, ale są też tacy, których niełatwo rozpoznać. Zatem, aby mieć pewność, kto jest wiernym pracownikiem, a kto nie, werset 15 jasno wyjaśnia, jak rozpoznać wiernego sługę Bożego. „Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy. ” (2Tym. 2:15). Wcześniej Paweł mówi swojemu młodemu współpracownikowi: „To wszystko przypominaj”, prosząc go przed Panem, aby nie wdawał się w spory o słowa, które niewiele przynoszą pożytku, a raczej przywodzą słuchaczy do zguby.

Myślę, że każdy robotnik Chrystusowy w pewnym momencie zetknął się z pokusą przekazania czegoś, czego nikt jeszcze nie odkrył, jakiejś nowej, głębokiej, tajemnej prawdy, której nikt jeszcze nie odkrył. Drodzy przyjaciele, jeśli chodzi o prawdy biblijne, można śmiało powiedzieć, że jeśli ktoś twierdzi, że odkrył coś nowego, to nie jest to prawda. Tam nie ma nic oryginalnego. Inni dawno odkryli tę prawdę i poznawali ją, ale dla Ciebie ona jest nowością. Dlatego Paweł mówi: „To wszystko przypominaj.” Przypomnij to, „co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać. ” (2Tym. 2:2).

Drodzy przyjaciele, wierny pracownik przypomina nam to, co sam przyjął od Pana w Jego Słowie. On nie powie tego, czego nie może potwierdzić słowami: „Tak mówi Pan. ” Naszym autorytetem jest Pismo Święte, Biblia. Wierny sługa nie przekazuje swoich własnych objawień, ale tylko objawienia dane w Słowie Bożym. „To wszystko przypominaj. ” Jakże konieczne jest powtarzanie tych prawd! Jesteśmy tak podatni na zapominanie ich. Ludzka pamięć jest bardzo słaba w odniesieniu do Słowa Bożego. Dlatego musimy nieustannie powtarzać te fundamentalne prawdy. „To przypominaj, zaklinając ich przed Bogiem, aby się nie wdawali w spory o słowa. ” Oznacza to, że gdy głosisz i przypominasz swoim słuchaczom, zawsze czyń to ze świadomością, że sam Pan jest obecny i Cię słyszy. Gdybyśmy za każdym razem, gdy mówimy, zdawali sobie sprawę, że przede wszystkim jesteśmy odpowiedzialni przed Panem za każde wypowiedziane słowo, wówczas nie wdawalibyśmy się w spory o słowa.

Czy tak postępujemy drodzy przyjaciele? Czy tak głosimy? Czy nauczamy Słowa Bożego z pełną świadomością, że mówimy przede wszystkim przed Bogiem, że ​​On słyszy każde nasze słowo i że będziemy musieli przed Nim odpowiedzieć za każde wypowiedziane słowo? Jestem pewien, że gdybyśmy podchodzili do tej posługi z taką świadomością, nie wypowiadalibyśmy tylu próżnych słów. Jeśli nie będziemy czujni w tej kwestii, jakże łatwo będziemy dawali się ponieść wszelkiego rodzaju rywalizacjom słownym, wszczynać słowne spory, przywiązując większą wagę do jednego słowa niż do samej prawdy. Ileż szkody wyrządzają takie słowne potyczki i spory. Nie tylko nie przynoszą one żadnego pożytku, ale, jak mówi tekst, „podważają wiarę niektórych. ” Takimi sługami byli Hymeneusz i Filetos. Ich słowo rozprzestrzeniało się niczym rak wśród wierzących.

Ale w przeciwieństwie do tych niewiernych pracowników, którzy przebierają postać sług Kościoła, zastanówmy się teraz, jakim powinien być prawdziwy pracownik Boży. Jedną z pierwszych oznak prawdziwego sługi Bożego jest jego staranność w nauczaniu Słowa. „Staraj się, abyś stanął przed Bogiem jako wypróbowany pracownik. ” (2Tym. 2:15). Słowo „wypróbowany” w języku greckim (dokimon) - oznacza „doświadczony”. On jest godny, ponieważ został doświadczony, wypróbowany i jest, jak złoto oczyszczone w ogniu. Z tego samego powodu on jest bez nagany, nie można go oskarżać o odejście od prawdy, wdawanie się w próżne rozmowy lub kłótliwą mowę. Wszystko to jest obce prawdziwemu pracownikowi Bożemu. Jego wierność Słowu Bożemu była wypróbowywana w przeżytych doświadczeniach. Dlatego jego posługa przynosi chwałę Jezusowi Chrystusowi, przynosi pożytek i buduje Kościół Chrystusowy, a grzesznicy nawracają się do Pana. „Kto w ten sposób służy Chrystusowi, podoba się Bogu i miły jest Bogu i przyjemny ludziom” - mówi Słowo Boże. (Rzym. 14:18).

Apostoł Paweł wspomina o takim pracowniku pod koniec swojego Listu do Rzymian: „Pozdrówcie Apellesa, wypróbowanego w Chrystusie. ” (Rzym. 16:10). O, gdyby Bóg dał nam więcej Apellesów, sług wypróbowanych w Chrystusie, podobających się Bogu. Tacy są godni pochwały od ludzi.

Ale czym wyróżnia się doświadczony pracownik Chrystusowy? Wyróżnia się swoim oddaniem Słowu Bożemu. Słowo jest u niego na pierwszym miejscu. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest tylko głosem i że jego zadaniem jest po pierwsze, być wiernym temu, co mówi Słowo Boże, a po drugie, właściwie nauczać swoich słuchaczy. Ta Księga nie odchodzi od jego ust, on jest w niej dniem i nocą, aby móc wiernie przekazać ją innym. Tylko wtedy, gdy Słowo Boże zajmuje pierwsze miejsce w jego życiu, człowiek Boży staje się doskonały, jak mówi Słowo Boże, „do wszelkiego dobrego dzieła w pełni przygotowany.” (2Tym. 3:17).

Co to znaczy „wykładać słowo prawdy? ” Jedno z tłumaczeń mówi: należycie wykładać słowo prawdy. Biblia wymaga szczególnego traktowania. Dlaczego? Ponieważ jest niezwykłą Księgą. Jest to jedyna Księga, której autorem jest sam Bóg. „Całe Pismo natchnione jest przez Boga” - mówi apostoł Paweł. (2Tym. 3:16). Dlatego tak ważne jest, aby obchodzić się z tą Księgą właściwie. Nie mamy prawa dodawać ani ujmować niczego ze słów zawartych w tej Księdze. Powiedziane jest, że każdy, kto narusza ten warunek, „ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota. ” (Obj. 22:19). Dlatego traktujemy Pismo Święte poważnie. Jest ono Słowem prawdy.

Autor Listu do Hebrajczyków porównuje je do miecza obosiecznego. Miecz jest niebezpieczny w rękach niedoświadczonego i niewyszkolonego człowieka. Nim należy się posługiwać umiejętnie, ostrożnie i zręcznie. W rękach doświadczonego i zaprawionego w bojach wojownika miecz spełni swoje zadanie. Myślę, że wielu z nas było świadkiem krzywdy wyrządzonej przez osobę obchodzącą się nieostrożnie tym duchowym mieczem. On myśli, że skoro otrzymał miecz, to wystarczy, że będzie głosił cokolwiek przyjdzie mu do głowy, byle by to było słowo. O, drodzy przyjaciele, każdy, kto tak traktuje Słowo Boże, nie jest godzien być głosicielem. Tak, tacy głosiciele twierdzą, że głoszą z natchnienia Ducha. Ale pytanie brzmi: jakiego ducha? Czynią to pod pretekstem jakiegoś wyższego poziomu duchowości, ale w rzeczywistości przyczyną jest najczęściej lenistwo w poznawaniu Słowa.

„Staraj się, abyś stanął przed Bogiem jako wypróbowany pracownik, który nie ma się czego wstydzić i który dobrze rozkłada słowo prawdy. ” (2Tym. 2:15). Samo słowo „staraj się” mówi o potrzebie wysiłku. Bez ciężkiej pracy, potu i łez nigdy nie będziemy godnymi głosicielami. Słowa „który nie ma się czego wstydzić” w tekście wersetu oznaczają skromność. Apostoł Paweł mówi: „Nie wstydzę się bowiem ewangelii Chrystusa, ponieważ jest ona mocą Boga ku zbawieniu dla każdego. ” (Rzym. 1:16). Bóg nigdy nie pozwoli Ci przyjacielu zawstydzić się, jeśli wiernie dzielisz się Jego Słowem. Paweł chociaż cierpiał za głoszone Słowo, nie wstydził się. On mówi: „Z tego też powodu znoszę te cierpienia, ale nie wstydzę się, gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia. ” (2Tym. 1:12). Bądź wierny Słowu, a nigdy nie będziesz zawstydzony.

Modlę się do Pana, aby dał mi siły i możliwości służenia Mu, abym zawsze mógł właściwie przekazywać Jego święte Słowo. Niech Bóg obdarzy nas wszystkich, którzy głosimy Jego Słowo, trzymaniem się tego, co jest w nim jasne, co służy budowaniu i pożytkowi Kościoła Chrystusowego i nigdy nie zapominajmy o największej i najważniejszej prawdzie zawartej w tej świętej Księdze, a mianowicie o odkupieniu rodzaju ludzkiego dokonanego przez naszego Pana Jezusa Chrystusa przez przelanie Jego świętej krwi na krzyżu Golgoty. „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego. ” (Jana 1:12).

Jeśli jeszcze przyjacielu nie poznałeś Pana Jezusa Chrystusa i nie przyjąłeś Go jako swojego osobistego Zbawiciela i Pana, to wiedz, że teraz możesz otrzymać ten dar zbawienia nie przez uczynki, nie przez wysiłek, nie przez nic innego, tylko przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Tak mówi Słowo Boże. Przyjmij więc teraz Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony. Amen.

Idźcie i głoście ludziom wszystkie słowa, które darzą życiem.


Drodzy bracia  i siostry możemy być absolutnie pewni, że po każdym błogosławieństwie, po każdym nowym zesłaniu Ducha Świętego, po każdym przebudzeniu nastąpi próba, tzn. że każde nowe zwycięstwo Królestwa Bożego powoduje nowy wybuch wrogości i antagonizmu ze strony wroga. Fakt ten jest wyraźnie ukazany na kartach całej Biblii, a w szczególności w Księdze Dziejów Apostolskich.

Pamiętamy, jak po pierwszych dwóch atakach wroga, najpierw z zewnątrz, a potem od wewnątrz, Kościół doświadczał nowego błogosławieństwa i wylania Ducha Świętego. W rozdziale 5 czytamy, że „przybywało też coraz więcej wierzących w Pana, mnóstwo mężczyzn i kobiet. ” (Dzieje 5:14). Mówi się także, że „przez ręce apostołów działo się wśród ludu wiele znaków i cudów. ” „Również z okolicznych miast Jerozolimy schodziło się wielu przynosząc chorych i dręczonych przez duchy nieczyste i wszyscy oni zostali uzdrowieni. ” (Dzieje 5:12,16).

Ale zaraz potem widzimy, jak Kościół ponownie znajduje się w trudnościach. Wróg przygotowuje się do ponownego ataku. Spójrzmy, co powiedziane jest w rozdziale 5, wersecie 17 i 18: „Wtedy wystąpił arcykapłan i całe jego otoczenie, stronnictwo saduceuszów, napełnieni zazdrością, pojmali apostołów i wtrącili ich do więzienia publicznego. ” Jak mocne i znaczące było świadectwo apostołów możemy ocenić na podstawie ważnego spotkania zwołanego przez przeciwników oraz słów samego arcykapłana. Oto, co on mówi apostołom: „oto napełniliście nauką waszą Jerozolimę. ” (Dzieje 5:28). W ten sposób przyznali się do całkowitej porażki w walce z wyznawcami zmartwychwstałego Chrystusa i zwycięstwa Jego Kościoła.

Wrogowie chrześcijaństwa nie biorą pod uwagę jednego, a mianowicie tego, że tak naprawdę walczą nie z człowiekiem, ale z Bogiem. Dlatego też czytając Dzieje Apostolskie nie da się przewidzieć tego, o czym dowiemy się w kolejnym akapicie. Jedyną rzeczą, którą możemy wiedzieć, jest to, że w ten czy inny sposób zwycięstwo będzie pochodzić od Boga.

Władze pojmały apostołów i wtrąciły ich do więzienia publicznego, aby następnego dnia rozprawić się z nimi. Gdy następnego dnia wysłali swoich ludzi, aby ich przyprowadzili, okazało się, że w więzieniu nie ma apostołów. Oni oznajmili: „Więzienie znaleźliśmy zamknięte z całą starannością, a również strażników stojących przed drzwiami, lecz gdy otworzyliśmy, nie znaleźliśmy wewnątrz nikogo. ” (Dzieje 5:23). „Wówczas nadszedł ktoś i oznajmił im: Ludzie, których wtrąciliście do więzienia, stoją w świątyni i nauczają lud. ” (Dzieje 5:25). Tak, wszystko było pod kontrolą Boga, On pisze historię Kościoła.

Powiedzcie mi, kto mógł przewidzieć, łącznie z samymi apostołami, że w nocy Bóg pośle tam swojego anioła i otworzy drzwi więzienia. Takiego biegu rzeczy wrogowie nie przewidzieli. Czy w ogóle ktoś mógł przewidzieć takie wybawienie i to w dodatku za pośrednictwem anioła? Coś takiego nie mogli sobie wyobrazić zwłaszcza saduceusze, którzy nie wierzyli ani w anioły, ani w duchy. Im nawet do głowy nie przychodziło, że więźniowie zostaną uwolnieni przez nieistniejącego anioła. Taka jest Boża ironia. Wrogowie chrześcijaństwa nie biorą pod uwagę faktu, że mają do czynienia nie z człowiekiem, ale z Bogiem.

W dzisiejszej rozważaniu chciałbym zwrócić uwagę na tego anioła posłanego przez Boga, który uwolnił apostołów z więzienia. A raczej nie tyle na samego anioła, co na słowa przez niego wypowiedziane. On powiedział im coś bardzo ważnego i jego słowa także odnoszą się do nas dzisiaj w takim samym stopniu, jak do apostołów tej ważnej nocy. O aniołach autor Listu do Hebrajczyków pisze: „Czy nie są oni wszyscy służebnymi duchami, posyłanymi do pełnienia służby gwoli tych, którzy mają dostąpić zbawienia? ” (Hebr. 1:14). Z aniołami spotykamy się nie raz na kartach Dziejów Apostolskich. Wspomina się o nich co najmniej 6 razy i za każdym razem pełnią oni jakąś szczególną posługę na rzecz dzieci Bożych. W tym przypadku ten służebny duch otwiera drzwi więzienia dla świadków Boga.

Ale czy zauważyliście, że Pan nie nakazuje aniołowi głosić Ewangelię? On uwalnia apostołów z więzienia, ale nie głosi Słowa. Jak myślicie: czy anioł Pański sam nie mógłby głosić wszystkich słów, które darzą życiem, które nakazuje głosić apostołom? Z pewnością potrafiłby mówić bardziej elokwentnie niż dawniejsi rybacy. Zamiast tego on otwiera drzwi więzienia i mówi więźniom, aby poszli i stanęli w świątyni i „głosili ludowi wszystkie te słowa, które darzą życiem. ” (Dzieje 5:20). On sam takiego nakazu od Boga nie otrzymał.

Drodzy bracia i siostry, pomyślcie o tym, jakie mamy wspaniałe powołanie. Czy ktoś dostąpił większego zaszczytu niż posłańcy Boga, świadkowie Chrystusa? Nie mogę sobie wyobrazić bardziej zaszczytnego zadania. Co jest bardziej odpowiedzialne: zarządzanie na przykład potężnym imperium czy głoszenie dobrej nowiny o miłości Bożej. Nie ma na świecie wyższego powołania niż wskazać ginącej ludzkości drogę zbawienia i mówić ludziom, jak mogą znaleźć życie wieczne.

I dlatego Pan powierza to nie swoim aniołom, ale nam, ludziom. Tak, nie mogę powstrzymać się od zawołania wraz z psalmistą: „Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, albo syn człowieczy, że troszczysz się o niego? ” (Ps. 8:4). Prawdą jest, że powiedziano: „Uczyniłeś go bowiem niewiele mniejszym od aniołów. ” (Ps. 8:5). Ale jeśli chodzi o głoszenie dobrej nowiny, ukoronowałeś go Boże chwałą i czcią ponad aniołami. I ten zaszczyt jest dany każdemu dziecku Bożemu. Uwierzcie mi, że po tym jak anioł uwolnił apostołów i nakazał im iść i głosić ludziom słowa życia, on sam zapewne chciał zostać i czynić to, ale nie to było jego zadaniem. Nie wątpię, że gdyby Pan powierzył ewangelizację świata swoim aniołom, to w jednej chwili niebo by opustoszało i w możliwie najkrótszym czasie ewangelizacja zostałaby dopełniona.

Dlaczego Pan wybrał człowieka, aby tak słabe i niedoskonałe stworzenie było Jego reprezentantem, Jego świadkiem tutaj na Ziemi. Dlaczego te dzieło nie zostało powierzone aniołom? Z bardzo prostego powodu. Przecież aniołowie nie znają miłości Bożej tak, jak może ją poznać odkupiony grzesznik. Aniołowie nie znają radości, zmiłowania i przebaczenia, tak jak zna to człowiek wybawiony z niewoli grzechu. Aniołowie nie wiedzą, co oznacza grzech i dlatego nie są w stanie kochać tak bardzo, jak grzesznik, któremu przebaczono grzechy. Nie mogą mieć takiego współczucia i litości dla grzesznika, jakie ma człowiek wybawiony przez Pana z mocy grzechu. Prawdziwym świadkiem Chrystusa może być każdy, kto doświadczył łaski Bożej, Jego miłości, miłosierdzia i przebaczenia. Tak, pomimo wszystkich naszych słabości i niedostatków, tylko osoba, która doświadczyła nowo narodzenia, może opowiedzieć innym o Bożej miłości.

Co więcej, Pan wybawił człowieka słabego i nic nieznaczącego, aby mógł być Jego pracownikiem w szerzeniu dobrej nowiny, a wtedy pomnaża się chwała Boża. Zaprawdę, jeśli pomyślimy, jakim ważnym narzędziem jesteśmy w Jego rękach i jeśli dzięki naszej służbie dusze znajdują zbawienie, a dzieci Boże umacniają się w wierze, to powiedzcie, czym możemy się chwalić. Tylko naszym Panem Jezusem Chrystusem. On sprawia, że ​​jest to możliwe, a im słabsze naczynie, tym większa chwała Jemu. Pan wszystko tak urządził, aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym. Dlatego też, jeśli ludzie otrzymają błogosławieństwo dzięki naszej posłudze, zależy to całkowicie od Tego, który powiedział: „Ja jestem z wami po wszystkie dni... beze Mnie nic uczynić nie możecie. ” (Mat. 28:20,Jana 15:5). Nigdy nie zapominajmy, że nasza służba będzie błogosławiona i skuteczna, na ile będziemy narzędziami w rękach Boga.

Mój drogi bracie i siostro, nie zniechęcaj się tym, że wydajesz się sobie małym, nic nie znaczącym Dawidem, najmniejszym z braci. Jeśli Twój „trzos jest wypełniony gładkimi kamieniami„ Słowa Bożego, a Twoje serce napełnione jest wiarą i miłością do Jezusa, wtedy Pan jest z Tobą i możesz śmiało iść naprzód z dobrą nowiną, prosto do obozu wroga w imię Pana Zastępów. A Pan przez Ciebie pokona Goliata. Dlatego patrząc na sprawcę i dokończyciela naszej wiary - Jezusa, głośmy Słowo z całą śmiałością, odwagą i Bożym entuzjazmem. Do tego wielkiego dzieła powołał nas Pan. Nieważne, jak słabi jesteśmy, naszym zadaniem jest głosić miłość Boga, a rezultaty posługi pozostawmy Panu.

Przyjrzyjmy się, jakich dokładnych wskazówek udziela anioł, które powinniśmy czynić. To nie pierwszy raz, gdy anioł przekazuje ludziom orędzie Boże. Pamiętamy, jak w dniu zmartwychwstania Chrystusa anioł ukazał się kobietom i powiedział: „Idźcie szybko i powiedzcie jego uczniom, że zmartwychwstał. ” (Mat. 28:7). On sam nie poszedł, kazał kobietom to powiedzieć. Każde słowo wypowiedziane przez anioła apostołom miało wielkie znaczenie.

Spójrzmy więc, co anioł powiedział apostołom po tym, jak wyprowadził ich z więzienia i otworzył im drzwi. Ukryjcie się, to nie czas na głoszenie, zróbcie sobie przerwę, aż wszystko się uspokoi i wróg nie będzie niepokoił, nie drażnijcie go. Nie, anioł nic takiego im nie powiedział. Wyprowadził ich w nocy i natychmiast polecił, aby udali się do świątyni i tam przemówili. „Idźcie, a wystąpiwszy, głoście ludowi w świątyni wszystkie te słowa, które darzą życiem. ” Innymi słowy, nie zwlekajcie, to pilna sprawa, idźcie teraz, pospieszcie do świątyni i tam powiedzcie ludziom wszystkie słowa życia.

W tym nakazie, aby się spieszyć i nie zwlekać, widzę wielką mądrość. W chwilach zagrożenia i sytuacji niebezpiecznej łatwo dojść do wniosku, że należy się odpoczynek, potrzebujemy wytchnienia. Gdy jednak zatrzymamy się, zagrozi nam jeszcze większe niebezpieczeństwo. My dajemy wrogowi możliwość wpływania na nas i wywołania w nas strachu. W chwili takiego wahania możemy odpowiedzieć przebiegłemu wrogowi słowami Nehemiasza. „Wielkiej pracy się podjąłem i nie mogę jej przerwać. ” Tak, wróg wyśle ​​swoich posłańców z różnymi ofertami, które mogą stać się dla nas pokusą. Nasza reakcja na wszystkie jego podstępne i kłamliwe rady, to pamiętać, że naszym jedynym zadaniem jest głoszenie słowa życia i dotyczy to każdego z nas.

Najprawdopodobniej apostołowie chcieliby dowiedzieć się przynajmniej czegoś o tym służebnym duchu, który przyszedł ich wybawić. W końcu było to ich pierwsze spotkanie z aniołem. Nigdy wcześniej nie doświadczyli takiego cudu. Ciekawie byłoby zgłębić tę tajemnicę, dowiedzieć się, jak anioł otworzył drzwi, i to bez klucza i bez hałasu, tak że nawet strażnicy się nie obudzili. Nie po to jednak został posłany anioł.

Drodzy przyjaciele po co teraz zaprzątać głowę tajemnicami, których Bóg nie raczył nam objawić? Nadejdzie dzień, gdy Pan je objawi. Na razie musimy pamiętać o tym, że: „to, co jest zakryte, należy do Pana, Boga naszego, a co jest jawne, do nas. ” (VMoj. 29:28). Nie rozpraszajmy się zadając pytania, na które Bóg nie daje nam jasnej odpowiedzi. Nasze zadanie jest jasne - „iść i głosić ludowi wszystkie słowa, które darzą życiem. ” Wystarczy, że otrzymaliśmy polecenie głoszenia tego, co Pan objawił nam w swoim Słowie?

Ale anioł nie tylko każe apostołom iść bez zwłoki, ale tymi słowami życia wskazuje do kogo i gdzie powinni się udać. „Idźcie i wystąpiwszy, mówcie do ludzi w świątyni. ” Ale ktoś powie, oczywiście, że w świątyni, no bo gdzie przychodzili ludzie modlić się. Tak, to prawda, ale właśnie tutaj, w świątyni, spotykali się saduceusze, najzagorzalsi przeciwnicy młodego Kościoła. Było to więc miejsce niebezpieczne, gdyż tutaj władze pojmały ich i wtrąciły do ​​więzienia, a anioł wysyła ich tam ponownie. Idźcie tam, gdzie gromadzą się ludzie i gdzie wiele osób was usłyszy. Tam głoście te słowa życia. Wróg chciałby, aby się gdzieś ukryli, w jakimś odległym zakątku. Ale Pan mówi, aby szli tam, gdzie są ludzie.

Bracia i siostry, nigdy nie zapominajmy, że dobra nowina, którą Pan polecił nam głosić, ma zasięg ogólnoświatowy. Biblia nie czyni różnicy między narodami ani różnicy po względem społecznym. Idźcie i przemawiajcie do ludzi, głoście dobrą nowinę dla wszystkich narodów na całym świecie. „I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec. ” - mówi Słowo Boże. (Mat. 24:14). Czasu jest mało, więc nie bądźmy leniwi. Pan chce, abyśmy byli mądrzy, cenili czas, bo dni są złe. Pan nałożył na nas ogromną odpowiedzialność. Głoszenie wszystkich słów życia jest największym powołaniem, dlatego z Bożą pomocą pełnijmy naszą posługę z całą odwagą i gorliwością, wiedząc, że On jest z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Anioł nie tylko daje apostołom polecenie, aby głosili i wskazuje, gdzie i komu mają głosić, ale także mówi, co należy głosić - „wszystkie te słowa, które darzą życiem. ” A jakie są te słowa życia? W wersecie 42 tego 5 rozdziału Dziejów Apostolskich czytamy następujące słowa: „Nie przestawali też codziennie w świątyni i po domach nauczać i głosić Jezusa Chrystusa. ” Tak, cała dobra nowina wyraża się w imieniu Jezusa Chrystusa. To właśnie oni głosili. To są słowa, które związane są z cudownym imieniem i dziełem naszego Zbawiciela. Wszystkie te słowa życia znajdziemy w świadectwie Piotra przed Sanhedrynem. One są fundamentem dobrej nowiny. One powinny być dla nas, jak pięć gładkich kamyków w torbie pasterskiej młodego Dawida. Wraz z nimi Dawid pokonał Filistyna - Goliata, a my pokonamy naszego wroga. Pięć gładkich kamyków symbolizuje śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, prawdę, że jest naszym Panem i Zbawicielem oraz dar Ducha Świętego, którego On nam dał. Tymi słowami życia apostołowie zdobywali dusze dla Jezusa Chrystusa.

Jak już wspomniałem, znajdziemy je w zeznaniach apostołów, gdy zostali przyprowadzeni i postawieni przed Sanhedrynem, który jeszcze raz stanowczo chciał zabronić im mówić o imieniu Jezusa. Te słowa znajdziemy w rozdziale 5, w wersetach od 29 do 32. Spójrzmy na odpowiedź Piotra i apostołów: „Bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi. Bóg ojców naszych wzbudził Jezusa, którego wy zgładziliście, zawiesiwszy na drzewie, Tego wywyższył Bóg prawicą swoją jako Wodza i Zbawiciela, aby dać Izraelowi możność upamiętania się i odpuszczenia grzechów. A my jesteśmy świadkami tych rzeczy, a także Duch Święty, którego Bóg dał tym, którzy mu są posłuszni. ” Oto podstawowe prawdy dobrej nowiny, wielkie słowa Ewangelii, słowa życia.

Przyjacielu, te słowa także należą do Ciebie. Jeśli jeszcze nie jesteś zbawiony, to są słowa życia, które Cię zbawią. Pierwsze słowo jest takie, że Chrystus umarł za Ciebie. On przyszedł, aby odkupić Cię swoją krwią. Bez ofiary Jezusa Chrystusa zbawienie Twoje byłoby niemożliwe. To jest pierwsze słowo skierowane do Ciebie, mówiące, że jesteś grzesznikiem i że Jezus Chrystus dokonał zupełnego i całkowitego odkupienia, przyjmując śmierć na Golgocie. Tak, Jezus, którego zabili przez ukrzyżowanie na drzewie, stał się Twoim i moim Zbawicielem.

Ale dalej Piotr mówi, że Bóg wskrzesił Jezusa. Przez zmartwychwstanie Chrystus udzielił nam całkowitego usprawiedliwienia i gwarantuje nasze zmartwychwstanie. Trzecie cudowne słowo życia brzmi: Bóg wywyższył swego Syna jako Wodza i Zbawiciela. Wywyższył Go swoją prawicą, dając w ten sposób całkowitą i ostateczną aprobatę całemu cudownemu dziełu odkupienia Swojego Syna. Po czwarte, On dał nam upamiętanie i przebaczenie grzechów. Tak, tylko Bóg może nas wybawić. On dzięki zasługom Swojego Syna daje zarówno upamiętanie, jak i przebaczenie grzechów. Nigdy nie zapominajmy o tym wielkim słowie Ewangelii, dobrej nowinie, że na zbawienie nie można zasłużyć, jest ono dane darmo. To jest dar Bożej miłości. I piąte słowo to wspaniały fakt - że Bóg daje nam Ducha Świętego. Niech każde odkupione dziecko Boże stanie się świątynią Ducha Świętego.

To wszystko, przyjacielu, należy do Ciebie, Pan to wszystko uczynił dla Ciebie, dla Twojego zbawienia. Ty musisz tylko przyjąć te słowa życia wiarą, a będziesz miał życie wieczne. My głosimy nie martwą literę prawa, ale słowa życia i jeśli ktoś je przyjmie, będzie zbawiony. Uwierz w te słowa, a będziesz żył. Idź i powiedz o tym innym. Do tego jesteś powołany. Dał by Pan, aby wszyscy byli wierni swojemu powołaniu. Amen.

Wychowywanie dzieci.


Nierzadko zdarza się, że dzieci głęboko wierzących rodziców, po osiągnięciu pewnego wieku, nagle stają się przedmiotem niekończącego się żalu dla rodziców, hańbą dla kościoła i pokusą dla świata zewnętrznego. Jak i czym można wytłumaczyć takie zjawisko? Kto jest winny ich zguby? Czy to same dzieci, o które prosiliśmy kiedyś u Boga? Czy to rodzice, którzy dokładali wszelkich starań, aby widzieć swoje dzieci chrześcijanami miłującymi Boga i służącymi Mu? Kto? To pytanie dręczy zapewne wielu z nas. Po wielu obserwacjach i refleksjach, wyrobiłem sobie pewne poglądy i przekonania, którymi chciałbym się podzielić.

Nikt nie zaprzeczy, że jako podstawę wychowania Bóg ustanowił stosunek dzieci do rodziców, o czym mówią słowa z Listu do Efezjan: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu, bo to rzecz słuszna. Czcij ojca swego i matkę, to jest pierwsze przykazanie z obietnicą: Aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi. ” (Ef. 6:1-3). Jeśli wychowanie dzieci nie jest zbudowane na tym kamieniu węgielnym, to jest zbudowane na piasku, powiedziałbym więcej, nie jest w ogóle budowane, bo budowla bez fundamentu nie jest budowlą, lecz nieuporządkowanym stosem kamieni. Taka budowla, uczyniona nawet z najlepszych materiałów budowlanych, jest skazany na zawalenie.

Dlatego niezwykle ważne jest, aby wiedzieć, jak i kiedy położyć ten solidny fundament wychowania: podporządkowanie woli dziecka mądremu autorytetowi rodzicielskiemu. Sam Bóg przystosował wolę i umysł dziecka właśnie do tego rodzaju wpływu starszych na niego. Zastanówmy się, jak długim uczynił Bóg okres dzieciństwa, okres, w którym dziecko odczuwa swoją słabość i ciągłą zależność od rodziców i starszych osób. Nie bez powodu Pan poświęcił tak wiele czasu na dzieciństwo. W ten sposób dał rodzicom wielką możliwość kształtowania przyszłego człowieka, kierowania i prowadzenia go ścieżkami Pana, dając osobisty przykład postępowania przed Bogiem i posłuszeństwo Jego woli.

Kiedy zatem powinniśmy zacząć oddziaływać na wolę dziecka, aby przywieść go do podporządkowania się naszemu rodzicielskiemu autorytetowi? Im szybciej zaczniemy, tym lepiej. Wydaje mi się, że nigdy nie jest za wcześnie, gdyż przegapiony moment może okazać się trudnym do naprawienia. Zanim zaczniemy cokolwiek wyjaśniać dziecku słowami, nasze gesty, mimika i oczy muszą stać się jasnym i zdecydowanym wyrażeniem naszej woli, naszych wymagań i naszych pragnień. Tak, prawdziwe wychowywanie zaczyna się właśnie w najmłodszym wieku. Musimy zadbać o to, aby dziecko, które jeszcze nie mówi, nauczyło się rozumieć wolę swoich rodziców. Gdy zasada posłuszeństwa zostanie ustanowiona, pozostaje tylko jej utrzymywanie.

Pierwszym i jednym z głównych powodów, dla których dzieci dorastają w niewierze, jest smutny fakt, że rodzice przegapili moment, w którym powinni byli podporządkować wolę dziecka swojej własnej woli. Podporządkowanie i posłuszeństwo rodzicom muszą być wpajane dziecku jako prawo Boże, jako wymóg sprawiedliwości, jako niezachwiany fundament życia rodzinnego, jako pierwsza i fundamentalna zasada w dzieciństwie, zasługująca na pochwałę i zachętę. Brak takiego nawyku w życiu dziecka prowadzi do jego upadku i smutku dla rodziców.

Niektórzy mogą twierdzić, że takie podporządkowanie woli dziecka grozi uczynieniem z niego człowieka o słabej woli, niezdecydowanego i słabego. Tak, takie niebezpieczeństwo nie tylko istnieje, ale jest możliwe w przypadkach, gdy wola dziecka jest brutalnie naruszana, gdy jego podporządkowanie osiągane jest poprzez „złamanie kręgosłupa jego woli”. Musimy wystrzegać się dwóch bardzo powszechnych, ale fałszywych podejść w wychowaniu: dawania dzieciom całkowitej swobody i nadmiernej surowości. W pierwszym przypadku, gdy wszystko dzieciom jest dozwolone, w dzieciach rozwija się skrajna rozwiązłość, rodzącą skłonność do przestępczości; w drugim przypadku dzieci stają się automatami.

Dzieci potrzebują wychowywania twardego i stanowczego, ale jednocześnie pełnego miłości. Rodzice muszą być wobec swoich dzieci sprawiedliwi, starannie chronić ich indywidualność i nie łamać ich woli dla własnego dobra. Niezwykle ważne jest, aby pomóc dzieciom przekonać się na podstawie własnych doświadczeń, że posłuszeństwo rodzicom zawsze przynosi dobre skutki. Rodzice despotyczni nie biorą pod uwagę dobra dziecka i nalegając na wypełnianie swojej woli, niewiele myślą o wpajaniu im zasady posłuszeństwa. Jedynym motywem, którym kierują się zmuszając dzieci do spełnienia swojej woli, a czasem tylko kaprysu (często lekkomyślnego i szkodliwego), jest to, aby nie uniżyć własnego ja„ lub nie ucierpiała ich duma rodzicielska. Taka postawa często staje się powodem, dla którego dzieci nie tylko opuszczają Boga, ale nawet dom, ojca i matkę.

Karanie dziecka w chwilach gniewu nigdy nie prowadzi do osiągnięcia celu, nie utwierdza zasad posłuszeństwa i nie zmienia charakteru dziecka, lecz wręcz przeciwnie, pozostawia w jego umyśle uczucie urazy, niesprawiedliwości, wzajemnego gniewu i pragnienie zemsty. Lepiej nie karać dziecka wcale niż karać je w chwilach gniewu i niestabilności, ponieważ złe emocje wywołane taką karą nigdy nie znikają. One towarzyszą dziecku do czasu, gdy poczuje się dorosłe i samodzielne. I wtedy to, co było tłumione i tłamszone przez władzę rodzicielską, zostanie uwolnione.

Doświadczenie uczy nas, że zasada posłuszeństwa powinna dotyczyć nawet najbłahszych spraw. Często zdarza się, że polecenia rodziców nie są wykonywane przez dzieci pod różnymi wiarygodnymi pretekstami, z powodu odkładania obowiązków na później i z innych powodów. Dzieci szybko zapamiętują te luki i wykorzystują pobłażliwość i bezkarność rodziców. Zachowanie takich dzieci graniczy z jawną rozpustą. Dopiero w wyjątkowych przypadkach, gdy zmuszone są uświadomić sobie, że straciły wszelką samokontrolę i ojciec traktuje je surowo, „chętnie” przyznają się do winy i są gotowe zrobić wszystko, by uniknąć kary. Wszystko to świadczy o tym, że rodzice nie mają właściwego podejścia do wychowania.

Po głębokiej analizie życia wielu młodych ludzi, powszechnie nazywanych „szaleńcami”, „synami marnotrawnymi”, „czarnymi owcami” lub „osobami, które zbłądziły”, doszedłem do wniosku, że większość z nich jest ofiarami rozbitej rodziny i niewłaściwego wychowania. Ogromne zapracowanie rodziców nie pozwalało im poświęcać wystarczająco dużo czasu na wychowanie dzieci. Nadmierna miłość rodzicielska do dzieci, z powodu której oni ukrywali niegrzeczność, grzechy i widoczne wady swoich dzieci, przywiodła dzieci do nieokiełznanego zachowania.

Brak porozumienia między rodzicami w wychowaniu dzieci prowadzi również do gorzkich konsekwencji w życiu młodego człowieka. Tam, gdzie matka, osłaniając dzieci swoim autorytetem, nie pozwala ojcu karać je, tam dziecko nigdy nie uzna swojej winy i nigdy nie nauczy się znaczenia woli rodzicielskiej i rodzicielskiego wybaczenia, ani tego, co oznacza naruszenie woli rodziców i jaka jest kara za to naruszenie.

Obserwując nawracanie się młodych ludzi do Boga, przekonałem się jeszcze o niezmiennej i dla wielu nieznanej prawdzie, że umiejętność posłuszeństwa rodzicom nabyta w duszy dziecka zawsze jest główną siłą napędową w sprawie jego upamiętania przed Bogiem i pojednania z Nim. Właściwie wychowywane dzieci zawsze chętnie nawracały się do Boga. Dla nich czymś zwyczajnym i normalnym jest dążenie do dobra, szukanie prawdy, akceptowanie oczywistości, uznawanie faktów, podporządkowanie się wszystkiemu, co prowadzi do dobrych celów. Tam gdzie zamiast nawyku pokorności, panowała samowola, upór i odrzucanie autorytetu rodziców, tam autorytet Słowa Bożego i woli Bożej był bezmyślnie ignorowany i odrzucany.

Duch Boży przekonuje takich niepokornych młodych ludzi o grzechu i przywodzi ich do upamiętania, ale jaka koszmarna walka toczy się wówczas w ich duszach! Bywały przypadki, gdy ci sami młodzi ludzie pytali, dlaczego inni mogą nawrócić się do Boga w sposób prosty i łatwy, podczas gdy dla nich było to niemal nie do pomyślenia. Zanim odpowiem na to pytanie, zapytam szczerze: czy w ich życiu, we wczesnym dzieciństwie obowiązywała zasada, że ​​powinni być posłuszni rodzicom we wszystkim? Czy poznali uczucie zadowolenia, które raduje serce dziecka, gdy postępuje zgodnie z wolą taty lub mamy? Czy w rodzinie panowała zasada dobrowolnego i stałego podporządkowania się rozsądnemu autorytetowi rodzicielskiemu?

Na wszystkie te pytania zawsze słyszymy odpowiedź przeczącą: „Nie! Nigdy dobrowolnie nie spełniałem woli rodziców, zawsze było to wymuszone, nieprzyjemne. Słuchałem ich tylko w wyjątkowych przypadkach, gdy nie było innego wyjścia: albo posłuszeństwo, albo kara. Starałem się znaleźć kompromis, który uchroniłby mnie zarówno przed karą, jak i przed całkowitym podporządkowaniem się żądaniom rodziców. Zawsze się targowałem i byłem zadowolony, gdy rodzice ze mną negocjowali. Coś tam zawsze wytargowałem. Te szczere wyznania młodych ludzi wprawiają mnie w osłupienie.

Zaskakujące jest również to, że w większości przypadków w ten sposób odpowiadały dzieci głęboko wierzących i gorliwych chrześcijan, w których domach codziennie czytano Słowo Boże i odbywały się rodzinne modlitwy. Wydawałoby się, że gdzie indziej, jak nie tutaj, dzieci były wychowywane w bojaźni i nauce Pana, ale niestety, tutaj zbyt wiele zostało przeoczone, a co najważniejsze, zignorowano Boże przykazanie: „Dzieci, bądźcie posłuszne waszym rodzicom. ”

Oto gdzie kryją się niektóre przyczyny, dla których dzieci wierzących rodziców nie chcą podążać drogą wiary, rozpoczynają niezależne życie bez Boga, przedwcześnie doprowadzają swoich rodziców do grobu, publicznie krzyżują Chrystusa, służą jako zły przykład dla innych i umiłowawszy ten wiek, idą na zatracenie.

Dlatego drodzy bracia i siostry módlmy się o to, by Pan pokierował tak ścieżką życia tych młodych ludzi, aby weszli na drogę posłuszeństwa. Amen.

Szukaj na tym blogu

Followers

Obsługiwane przez usługę Blogger.